Zadowolić (prawie) wszystkich
Znaczki pocztowe – przedmioty z pozoru służące bardzo trywialnym czynnościom niejednokrotnie stanowiły instrument propagandy emitujących je państw.

Trudno się temu dziwić, ponieważ prawo do druku znaczków od początku było uważane za atrybut władzy, podobnie jak bicie monety. Zarządy poczt są świadome, że we wielu przypadkach zapewniają one cudzoziemcom jedyny lub pierwszy kontakt z danym państwem, dlatego powinny budzić w nich pozytywne emocje.

U zarania historii tej formy zapłaty za przesyłkę najpopularniejszym motywem graficznym stosowanym przy jej projektowaniu były godła państwowe, nieoficjalne symbole o podobnej randze, takie jak francuska Marianna, oraz wizerunki monarchów. Poczta Polska w II RP również stawiała na Orła Białego oraz portrety Józefa Piłsudskiego, Ignacego Mościckiego i Stanisława Wojciechowskiego. W 1938 r. seria trzynastu znaczków upamiętniła dwudziestolecie powrotu kraju na mapy. Interwencja dyplomatyczna III Rzeszy narzuciła korektę jednego z nich – spod nóg Jadwigi i Władysława Jagiełły zniknęły miecze symbolizujące klęskę krzyżaków pod Grunwaldem.

Łagodniejsza twarz systemu

W PRL emitowano znaczki z okazji powstania Polskiej Partii Robotniczej i Milicji Obywatelskiej.

Poczta PRL, świadoma dużej popularności filatelistyki wśród młodzieży, starała się godzić częściowo sprzeczne potrzeby propagandy wewnętrznej i zagranicznej. Rodaków przez wiele lat musiała przekonywać o wyższości nowego ustroju nad przedwojennym i nieodwracalności jego wprowadzenia, obcokrajowców – że Polska nie jest ofiarą komunistycznego podboju, lecz krajem takim jak inne. Emitowano więc znaczki z okazji rocznic powstania PPR i Milicji Obywatelskiej, choć należy przyznać, że po śmierci Bolesława Bieruta nie próbowano utrwalać w ten sposób kultu jednostki. Władysław Gomułka został sportretowany dopiero w 1985 r. w ramach obchodów 40 rocznicy przyłączenia Ziem Zachodnich, zaś Wojciech Jaruzelski – jedynie jako rozmówca Jana Pawła II w 1987 r. Notabene, na tej samej zasadzie potraktowano w 2003 r... Fidela Castro.

Wiele wydań promowało wykorzystywane instrumentalnie przez Kreml hasło walki o pokój, polską sztukę i przyrodę oraz podbój kosmosu prezentowany jako okazja dla współpracy międzynarodowej ponad ideologicznymi podziałami. Przeglądając katalogi polskich znaczków, można prześledzić stopniowe łagodzenie cenzury. Ministerstwo Łączności nie było w stanie ignorować pontyfikatu Jana Pawła II i jego pielgrzymek do Ojczyzny. Choć komunistyczna prasa wielokrotnie atakowała klasztor w Niepokalanowie, w 1982 r. na znaczku znalazł się kanonizowany właśnie Maksymilian Kolbe. W tym samym roku w ramach serii z noblistami poczta pochwaliła się Czesławem Miłoszem. Z okazji siedemdziesięciolecia odzyskania niepodległości uczczono zarówno Piłsudskiego (ale nie Romana Dmowskiego!), jak i Juliana Marchlewskiego...

Nauka ze wschodu

Oczywiście, w tamtych czasach „demoludy” musiały w dużym stopniu naśladować wzorce narzucane przez pocztę ZSRR. W pierwszych dekadach istnienia tego państwa zgodnie z komunistycznym hasłem kolektywizmu na znaczkach dominowały wizerunki anonimowych ludzi pracy. Co ciekawe, czwartą postacią historyczną przedstawioną na sowieckim walorze filatelistycznym po Leninie, uczonym Michaile Łomonosowie i uważanym w Rosji za wynalazcę odbiornika radiowego Aleksandrze Popowie był...polski Żyd Ludwik Zamenhof. M.in. tak obchodzono czterdziestą rocznicę stworzenia przez niego języka esperanto. Jakby na przekór poczuciu ideologicznej wyższości, po II wojnie światowej niejednokrotnie ZSRR emitował znaczki z podobiznami klasyków zachodniej kultury (czasami także dalekowschodniej lub arabskiej).

Tym bardziej, że jednocześnie starano się ich „edukować” zdjęciami brytyjskich czy włoskich komunistów... Oczywiście, nie oznacza to, że poczty za Bugiem były kolorowe niczym wystawy w Baltonie. Przygnębiające wrażenie robiły np. serie dotyczące „osiągnięć” republik związkowych, prezentujące praktycznie jednakowe gmachy publiczne w ich stolicach. Z dwojga złego chyba jednak trudniej pogodzić się z niedawnymi emisjami poświęconymi najsławniejszym enkawudzistom...


Polecamy artykuł:

Sarmacki Grand Tour, czyli staropolski Erasmus?

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP