Tych ludzi można było zamordować, ale nie złamać
O Żołnierzach Niezłomnych Wyklętych, przywracaniu pamięci i odkłamywaniu historii z Tadeuszem Markiem Płużańskim, historykiem, autorem książek o komunistycznych zbrodniarzach i prezesem Fundacji Łączka, rozmawia Mateusz Zardzewiały.

Mateusz Zardzewiały: 1 marca obchodzimy święto państwowe – Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Wiem, że pan woli określenie Żołnierze Wyklęci Niezłomni. Dlaczego?

Tadeusz Płużański: Ponieważ samo określenie „żołnierze wyklęci” czy też tylko „żołnierze niezłomni” nie wyczerpuje tematu, używam więc nazwy Żołnierze Niezłomni Wyklęci. Najlepiej byłoby jeszcze dodać „wyklęci przez komunistów”, co oddawałoby dokładniej sytuację, w której się znajdowali, a nawet znajdują do dziś. Koronnym dowodem na ich wyklęcie jest fakt, że większości szczątków tych ludzi ciągle nie udało się odnaleźć. Natomiast jeśli chodzi o człon „niezłomni” sprawa jest oczywista – określa on ich postawę. To byli ludzie, którzy w sytuacji tragicznej, czy wręcz beznadziejnej, mimo wszystko walczyli o Polskę.

Na czym polegał tragizm tej sytuacji?

Po pierwsze kraj był pacyfikowany przez Stalina, NKWD i ich polskich kolaborantów. Po drugie sytuacja międzynarodowa była równie dramatyczna, bo zostaliśmy zdradzeni przez naszych sojuszników i oddani w ręce ZSRR. Z militarnego punktu widzenia można powiedzieć, że walka Żołnierzy Wyklętych Niezłomnych nie miała sensu, miała natomiast sens moralny i patriotyczny. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby nie ci żołnierze, nie doczekalibyśmy dzisiejszych czasów jako kraj wolny i niepodległy.

Dlaczego komuniści tak bardzo bali się tych ludzi, że próbowali wymazać ich z historii?

To jest dobrze postawione pytanie – rzeczywiście chodzi tu o strach komunistów. Bali się tego polskiego pokolenia, które wyrosło z II RP, ponieważ była to wyjątkowo patriotyczna generacja, głęboko przeżywająca fakt odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów . Ci ludzie byli zdolni do pracy w warunkach pokoju i do walki w chwili zagrożenia militarnego. I tę walkę toczyli od 1939 roku aż do lat 40. i 50. Było to pokolenie bardzo oddane swojej idei i właśnie dlatego wywoływało zbrodniczą agresję okupanta sowieckiego. Wschodni najeźdźca zdawał sobie sprawę z tego, że oni będą niezłomni do końca, że nawet jeżeli trafią do więzień czy na zsyłkę to i tak zachowają postawę godności i patriotyzmu. Można było ich zamordować, ale nie złamać – w tym wyraża się ich niezłomność.

Komuniści bali się tego polskiego pokolenia, które wyrosło z II RP, ponieważ była to wyjątkowo patriotyczna generacja, głęboko przeżywająca fakt odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów.

Był pan jednym z pionierów walki o przywracanie pamięci o Żołnierzach Niezłomnych Wyklętych. Co pana skłoniło do zajęcia się tym tematem?

To dziedzina moich zainteresowań z czasów studenckich, choć na początku lat 90. ani w szkołach, ani na Uniwersytecie Warszawskim nie uczono o Żołnierzach Niezłomnych Wyklętych. Moją wiedzę na ten temat pogłębiałem poza podjętymi przeze mnie studiami historycznymi. Na Uczelni nikt nie prowadził o tym zajęć.

Przesądzające natomiast były bez wątpienia kwestie rodzinne – działalność mojego taty u boku rotmistrza Witolda Pileckiego . Dowiedziałem się o niej w 1989 roku i informacja ta była dla mnie szokiem. Wcześniej nicw domu na ten temat nie słyszałem. Nie miałem pojęcia o zaangażowaniu ojca w te sprawy, byłem jedynie świadomy, że działał w konspiracji antyniemieckiej i był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Lata 1945-1956 były dla mnie niewiadomą.

Jak się pan dowiedział o tym epizodzie działalności niepodległościowej pańskiego ojca?

Nie dlatego, że ojciec nagle zechciał mi o tym opowiedzieć, ale z powodu rewizji procesu grupy rotmistrza Pileckiego. Ojciec wziął mnie na salę sądową, żebym się czegoś nauczył. Więc poszedłem z nim i nagle dowiedziałem się, że była jakaś druga konspiracja niepodległościowa.

Czego konkretnie nauczył się Pan podczas rewizji procesu?

Że jest ktoś taki jak Witold Pilecki i jest on postacią ważną w naszej historii – był m. in. ochotnikiem do obozu Auschwitz, do którego poszedł, by zorganizować tam konspirację oraz zdobyć informacje o niemieckich zbrodniach. Rotmistrz Pilecki jest oczywiście również kwalifikowany jako Żołnierz Niezłomny Wyklęty, natomiast jego działalność nie była klasyczną działalnością żołnierską, ponieważ podobnie jak w Auschwitz, także później był on członkiem grupy wywiadowczej. Była to próba wyjścia naprzód i położenia nacisku na działalność polityczną i szpiegowską, aby Polacy się nie wykrwawiali w otwartej walce.

Przesądzające natomiast były bez wątpienia kwestie rodzinne – działalność mojego taty u boku rotmistrza Witolda Pileckiego .

Poszukiwał pan oprawców Żołnierzy Niezłomnych Wyklętych. Jak wyglądały pańskie kontakty z tymi ludźmi? Czy kiedykolwiek spotkał się pan ze skruchą z ich strony?

Dotarcie do tych ludzi nie dość, że nie było proste, to jeszcze nie było przyjemne. Serce zawsze biło mocniej, gdy umawiałem się na spotkanie z bestią. Oczywiście jeżeli taki człowiek w ogóle chciał się ze mną zobaczyć. Tylko w wyjątkowych przypadkach zgadzali się na spotkanie w cztery oczy i gdy już do niego dochodziło, to wiązało się ono z dużymi i mocnymi przeżyciami. Natomiast częściej rozmawiałem z nimi przez telefon.

Jeśli chodzi o skruchę, która być może mogłaby spowodować jakąś rewizję mojego stosunku do tych oprawców, to ona się nigdy nie pojawiała. Dlatego też nie mam powodu, by komukolwiek wybaczać czy odpuszczać, skoro nikt z tych ludzi nigdy nie miał potrzeby choćby opowiedzenia o zdarzeniach i postaciach z przeszłości.

Jeżeli ktoś się nawet zgodził na rozmowę, to zawsze przedstawiał siebie w samych superlatywach, a przynajmniej jako osobę, która nic nie mogła zrobić, bo wykonywała tylko rozkazy w ramach działalności w imieniu Polski i dla jej dobra. Z przykrością stwierdzam, że u żadnego z funkcjonariuszy nie dostrzegłem choćby cienia skruchy. Spotykałem tylko próby obrony swoich działań i usprawiedliwiania tzw. Polski Ludowej. Wielokrotnie słyszałem od tych ludzi, że rozumieją, że jestem synem osoby zaangażowanej w powojenną konspirację, ale niestety mój ojciec źle wybrał i stanął przeciwko Polsce, przeciwko odbudowie, prowadził działalność szpiegowską.– „A więc co my mogliśmy?” – pytali.

1

Czym pański ojciec zajmował się w grupie rotmistrza Pileckiego?

Ojciec odpowiadał za cały szereg zadań. To była mała, elitarna grupa i wszyscy jej członkowie musieli podejmować różnorodne zadania. Działała ona do 1947 roku, kiedy to nastąpiły aresztowania jej członków. Jej działalność, dość specyficzna, polegała przede wszystkim na zbieraniu informacji z terenu okupowanej Polski i przekazywaniu ich generałowi Andersowi, do którego jako kurier jeździł również mój ojciec, szmuglując informacje wywiadowcze.

O co chodziło w pracy grupy Pileckiego?

O zapewnienie generałowi Andersowi jak najszerszego spektrum informacji na temat tego, co dzieje się w kraju, jaki jest stopień okupacji i barbarzyństwa sowieckiego. Były to informacje związane z polityką np. dotyczące tego, czy komuniści pozwalają na działanie jakichś niezależnych partii i stowarzyszeń. Były to też dane o gospodarczym wyniszczaniu kraju. Ale grupa rotmistrza Pileckiego interesowała się również strukturami bezpieki, dysponowała listą osób piastujących wysokie stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Jej członkowie wiedzieli, którzy z funkcjonariuszy byli szczególnie groźni. Ojciec jeździł też często w teren, gdzie starał się „rozładowywać las”.

Z przykrością stwierdzam, że u żadnego z funkcjonariuszy nie dostrzegłem choćby cienia skruchy. Spotykałem tylko próby obrony swoich działań i usprawiedliwiania tzw. Polski Ludowej.

Czym było to „rozładowywanie”?

Rozmawiał on z dowódcami partyzanckimi, m.in. ze słynnym dowódcą Kazimierzem Kamieńskim „Huzarem”. Chodziło o to, by namawiać ich do składania broni i przestawiania się na działalność polityczną. Oczywiście nie można tego mylić z rezygnowaniem z dalszej walki, bo walka miała być kontynuowana, ale w innym charakterze. Inną ważną częścią działalności grupy Pileckiego było poszukiwanie dróg ewakuacji z kraju służących do przerzucania ludzi na Zachód – wielu żołnierzy skorzystało z takiej możliwości, ale nie była to ucieczka, tylko przeniesienie działalności za granicę, analogicznie do września 1939 roku.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP