Trzeba krzyczeć, że nie było żadnych „polskich obozów”
Naszym celem nie jest walczyć z Niemcami, ale z pewną coraz bardziej popularną narracją. Musimy krzyczeć, że nie było żadnych „polskich obozów śmierci”.

Z Michałem Wlazło z Fundacji Tradycji Miast i Wsi współorganizującej akcję German Death Camps rozmawia Martyna Kośka. Celem akcji jest uświadamianie dziennikarzom i odbiorcom mediów, że nie ma czegoś takiego, jak „polskie obozy śmierci”. Więcej na ten temat można przeczytać na stronie www.germandeathcamps.org.

Co było impulsem dla podjęcia akcji German Death Camps?

Impuls pojawił się w 2015 r., kiedy użytkownicy popularnego serwisu Wykop.pl zwrócili uwagę na coraz częstsze pojawianie się w światowych mediach frazy "polskie obozy śmierci". Jako Fundacja postanowiliśmy włączyć się w piętnowanie tego zjawiska. Przygotowaliśmy bilbordy, założyliśmy stronę internetową. Chcieliśmy też naciskać na polskie władze, by aktywniej przeciwdziałały powielaniu kłamstwa o polskich obozach. Dziś jest to o tyle łatwiejsze, że nowa ekipa rządząca jest tym tematem naprawdę zainteresowana. W tym miejscu chciałbym nadmienić, że Fundacja jest całkowicie apolityczna. W trakcie Światowych Dni Młodzieży zaprezentowaliśmy nasze plakaty. Wtedy też doszliśmy do wniosku, że takie działania nie przynoszą oczekiwanego efektu. Uznaliśmy, że wstrzymujemy akcję, mając nadzieję, że pojawi się odpowiedni moment na jej wznowienie.

Taka chwila nadeszła, gdy krakowski sąd zobowiązał niemiecką stację telewizyjną ZDF do przeproszenia Karola Tendery, byłego więźnia obozu Auschwitz, za użycie określenia „polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz”. W ocenie naszej – ale i innych obserwatorów – ZDF nie zrobiła tego prawidłowo: zamiast zamieścić przeprosiny w widocznym miejscu na stronie głównej, ograniczyła się do umieszczenia na niej linku do nich prowadzącego. To była nieuczciwa zagrywka.

Uznaliśmy, że trzeba działać. To miało być mocne uderzenie. Wyraźny przekaz skierowany do telewizji ZDF, by w przyszłości inne redakcje zastanowiły się dwa razy, czy warto powielać kłamstwo.

Na jakie działania informacyjne zdecydowaliście się w ramach akcji?

Kiedy zobaczyliśmy akcję nakręconą przez Żelazną Logikę, w której internauci zaspamowali profile ZDF-u na Facebooku i Twitterze obrazkami, hashtagami #GermanDeathCamps i wezwaniami do należytych przeprosin uznaliśmy, że warto temat kontynuować. Praktycznie pod każdym ich postem pojawiały się setki komentarzy polskich internautów, a zbanowanych przez nich użytkowników można było liczyć w tysiącach. To był bardzo dobry moment, aby wyjść z akcją poza Internet i zacząć działać na większą skalę. Po rozważeniu kilku opcji uznaliśmy, że podświetlany bilbord ciągnięty po Europie przez zabytkowego Mercedesa najlepiej spełni swoje zadanie.

Z jakim odzewem spotkała się akcja i jakie były reakcje ludzi, z którymi organizatorzy spotkali się przy okazji przejazdu mobilnego bilbordu?

Ze zróżnicowanym. W Niemczech przeszliśmy praktycznie niezauważeni, poza redakcją „Deutsche Welle” właściwie nikt nie wykazał zainteresowania (jeszcze oprócz „Russia Today”, ale w tym przypadku my nie byliśmy chętni do współpracy). Z kolei w Belgii i Wielkiej Brytanii udało się zainteresować wiele przypadkowych osób. Ludzie podchodzili i pytali, co to za akcja, a później samodzielnie weryfikowali nową wiedzę w Internecie.

Naszą akcję dostrzegły wszystkie polskie redakcje i wiele zagranicznych, na przykład BBC. Dzięki temu informacje o nas docierały do tak odległych miejsc jak Pakistan czy kraje afrykańskie. Dla nas najważniejszy jest jednak przekaz skierowany do mieszkańców Europy Zachodniej i USA, bo to oni najczęściej powielają kłamstwo.

Naszym celem nie jest walczyć z Niemcami, ale z pewną coraz bardziej popularną narracją. Musimy o tym krzyczeć , tylko w ten sposób ludzie poznają prawdę.

Karać czy edukować? Która metoda jest lepsza w zwalczaniu kłamstwa polegającego na używaniu wyrażenia „polskie obozy śmierci”?

Edukacja ma kluczowe znaczenie. Zdajemy sobie sprawę, że użycie błędnej nazwy z reguły nie wynika ze złej woli, lecz z niewiedzy lub niezręcznego skrótu myślowego, jednak nie można tego bagatelizować, gdyż rodzi ona określoną narrację. Jeśli dziennikarze zupełnie świadomie piszą i mówią o „polskich obozach śmierci”, to powinni ponieść karę, lecz niewiedza powinna być po prostu piętnowana. Dobrym pomysłem jest prowadzenie monitoringu – może za każdym razem, gdy dziennikarz pisze nieprawdę, należy wysyłać do redakcji specjalnie na tę okoliczność przygotowywaną broszurę informacyjną?

Wątpliwości budzi natomiast użycie tej frazy przez stację niemiecką, bo trudno uwierzyć w nieświadomy błąd Niemców w tej właśnie sprawie. Wątpimy, że to był przypadek.

Naszym celem nie jest walczyć z Niemcami, ale z pewną coraz bardziej popularną narracją. Musimy krzyczeć, że nie było żadnych „polskich obozów śmierci”.

Czy Państwa działania będą kontynuowane?

Tak. Planujemy szerszą akcję, ale już we współpracy z innymi organizacjami (np. Redutą Dobrego Imienia). Tym razem chcemy adresować nasze działania do Amerykanów, bo media w USA nagminnie piszą o „polskich obozach”.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP