Republika Zarzecza czyli Wilno jakiego nie znacie
Szukając w internecie miejsc wartych odwiedzenia w Wilnie z pewnością Google wyrzuci nam hasło „Republika Zarzecza”. Republika Zarzecza mająca własnego prezydenta, premiera, parlament i ambasadorów często na wyrost jest porównywana do duńskiej Christianii lub francuskiego Montmartre.

O ile porównanie do paryskiej dzielnicy artystycznej ma swoje uzasadnienie, to w przypadku zestawienia z Kopenhagą jest na wyrost. W odróżnieniu od Christianii Zarzecze nigdy nie było żadną próbą społeczeństwa alternatywnego. Od samego początku było tylko i wyłącznie żartem artystycznym.

W 1997 roku grupa artystów mieszkająca w tej dzielnicy powołała do życia nowy „twór państwowy”. Ogłaszając m.in. własną konstytucję, w której znalazły się takie zapisy jak „Człowiek ma prawo umrzeć, ale nie jest to jego obowiązkiem“, „Człowiek ma prawo być nieznany i niewybitny“, „Kot nie ma obowiązku kochać swego pana, ale powinien pomóc mu w trudnej chwili“, „Człowiek ma prawo nie mieć żadnych praw“. Dniem niepodległości ogłoszono 1 kwietnia, czyli Prima Aprilis...

1

Powołanie odrębnego państwa artystów było zgodne z duchem lat 90-tych, gdy po latach sowieckiego zamordyzmu i szarości ludzie starali się łamać stereotypy i konwenanse. W 1996 roku artyści, przy pomocy finansowej przedsiębiorców, postawili w Wilnie pomnik dla „ojca rockowej awangardy” Franka Zappy.

Raj lumpenproletariatu

Nie patrząc na to, że Zarzecze de facto znajduje się w ścisłym centrum Wilna w latach sowieckich było jedną z najbardziej zaniedbanych dzielnic w mieście. W domach bardzo często nie było kanalizacji, ciepłej wody, centralnego ogrzewania, a na ulicach oświetlenia. Dzielnicę w dużym stopniu zamieszkiwał element zdeklasowany, lumpenproletariacki.

Uważało się, że jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc w Wilnie, dlatego zwykli mieszkańcy zazwyczaj omijali je szerokim łukiem. Zresztą nie było tam czego szukać. Nawet na tle „szarości sowieckiego Wilna” Zarzecze było pozbawione jakiejkolwiek infrastruktury rozrywkowej czy kulturowej. Mniej więcej w miejscu, gdzie obecnie stoi jeden z symboli miasta - rzeźba Anioła, widniał napis po rosyjsku „Ulica śmierci” i generalnie to nie była duża przesada. Bo jak twierdziła miejska legenda, śmiałkowie, którzy zanurzali się w głąb dzielnicy o ciemnej porze doby, w najlepszym wypadku ryzykowali bycie pobitymi.

2

Zmiany w postrzeganiu zaczęły zachodzić na początku lat 90-tych, kiedy Litwa odzyskała niepodległość, a rynek nieruchomości ożył. Ceny mieszkań na Zarzeczu były kilkakrotnie mniejsze niż w pozostałych dzielnicach.

Oczywiście dla większości mieszkańców tego typu mieszkania nie były atrakcyjne. Jednak studentom znajdującej się nieopodal Akademii Sztuk Pięknych oraz będącym wiecznie bez pieniędzy artystom, Zarzecze pasowało jak ulał.

Człowiek ma prawo być nieznany i niewybitny

Osiedlająca się społeczność artystyczna bardzo szybko zaczęła zmieniać klimat miejsca poprzez organizację koncertów, pokazów mody awangardowej czy happeningów. Co w efekcie końcowym zaskutkowało powołaniem własnego „państwa”. Prezydentem Zarzecza został poeta, bard i reżyser filmowy Romas Lileikis. W 2001 r. Lileikis nakręcił dokumentalny film „K+M+B” poświęcony Zarzeczu.

W 2002 r. na Zarzeczu ustanowiono najsłynniejszy symbol nie tylko dzielnicy, ale również miasta, rzeźbę anioła. Można znaleźć informację, że anioł symbolizuje „bliskie związki ziemi z niebem”. Rzeźba jest poświęcona jednemu z pomysłodawców Republiki Zarzecza Zenonasasowi Šteinysowi, który był malarzem, karykaturzystą oraz reżyserem filmów animowanych. Mówi się, że był „duszą Zarzecza”. Niestety zmarł w roku, kiedy powstała republika. W 2010 r. samorząd miasta Wilna zgodził się dać skwerowi nad Wilenką nazwę – Skweru Tybetańskiego. Decyzja władz miasta wywołała protest ambasady chińskiej na Litwie. Nota Bene w 2001 r. wileńską dzielnicę odwiedził Dalajlama, który został nawet honorowym obywatelem nowego państwa.

Zła sława

Warto przypomnieć, że Zarzecze złą sławą cieszyło się nie tylko w czasach sowieckich, czy na początku niepodległej Litwy. W II poł. XIX i pierwszej poł. XX wieku było to jedno z ulubionych miejsc wileńskich prostytutek. Od 1843 r. prostytucja w Cesarstwie Rosyjskim dzięki rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych hrabiego Lwa Perowskiego stała się absolutnie legalnym zajęciem. Zgodnie z przepisami dom publiczny nie mógł znajdować się bliżej niż 300 metrów od szkoły lub świątyni. Początkowo prostytutki pracowały na terenie całego miasta. Córy Koryntu zwłaszcza polubiły centrum miasta, gdzie znajdowały się restauracje, hotele i toczyło się życie towarzyskie. Niestety wałęsające się po centrum ladacznice uderzały w wizerunek lokalnych władz carskich i postanowiono temu zaradzić. W 1889 r. szef wileńskiej policji niejaki Rajewski postanowił przenieść domy publiczne na przedmieścia. Na liście miejsc nadających się do uprawiania nierządu znalazło się również Zarzecze.

„Genialny plan” wileńskiej policji niespodziewanie napotkał sprzeciw miejscowych fabrykantów. Koniec XIX w. to okres dynamicznego rozwój przemysłu w Cesarstwie Rosyjskim. Wilno nie było wyjątkiem. Nad Wilenką zaczęły powstawać fabryki. Właściciele zakładów po pewnym czasie zaczęliskładać skargi do magistratu, że robotnicy bardzo często uciekają z pracydo burdelu. Władze miejskie postanowiły przenieść „przytułki grzechu” w głąb Zarzecza. Nie była to trafna decyzja, ponieważ tam ziemia należała do prawosławnego klasztoru Św. Ducha, a w pobliżu był Cmentarz Bernardyński, czyli powstała kolizja prawna. Spór trwał aż do I wojny światowej, kiedy Wilno zajęli Niemcy, którzy nie mieli czasu zajmować się tego typu problemami. Problemu prostytucji nie udało się rozwiązać również w II Rzeczypospolitej, gdzie podobnie jak w Cesarstwie Rosyjskim, była legalna. Zarzecze nadal pozostawało częścią dzielnicy „czerwonych latarni”. Legalna prostytucja skończyła się wraz z przyjściem sowietów. Chociaż nielegalna trwała nadal.

3

Polskie ślady

Powstanie republiki było impulsem dla władz miasta, które w latach 1999-2000 skierowały do dzielnicy pierwsze większe inwestycje. Dzięki którym udało się odrestaurować Zarzecze, co z kolei spowodowało gigantyczny skok cen nieruchomości. Dzielnicą zainteresowali się nie tylko biedni artyści, ale również przedstawiciele elity. Tutaj m.in. osiedlił się długoletni mer Wilna Arturas Zuokas, który zasłynął wizjonerskimi pomysłami oraz licznymi machlojkami finansowymi. Obecnie mieszkania na Zarzeczu są jedne z najdroższych w Wilnie.

Nie brakuje na Zarzeczu również polskich elementów. W okresie międzywojennym wraz z rodziną mieszkał tutaj Konstanty Ildefons Gałczyński. Poeta wynajmował mieszkanie na ulicy Młynowej 2 ( Malūnų). Nie były to luksusowe apartamenty. „W Wilnie zajmuję tylko jeden skromny pokój z jednym stołem, i z jednym skromnym łóżkiem. Łóżko jest wąskie jak wstążka, to też noc z żoną podzieliliśmy na dwie połowy: od północy śpię ja, a po północy żona” - żartował w jednym ze swych tekstów prasowych Gałczyński.

Na Zarzeczu urodził się w 1922 r. również znany polski śpiewak operowy oraz długoletni solista Opery Warszawskiej i Teatru Wielkiego w Warszawie Bernard Ładysz, którego rodzina przed wojną mieszkała przy ulicy Połockiej 1 (Polocko).

„Jestem szczęśliwy i dumny, że młodość przeżyłem w Wilnie; piękną młodość, jakiej życzyłbym wszystkim: śpiewy, zabawy, wódeczka, przyroda... Nie ma nic wspanialszego na świecie. Ale w ostatecznym rozrachunku warto także przeżyć nawet chwile trudne, tragiczne... Potem jest o czym opowiadać. Ja, niestety, mówić nie umiem: dla mnie istnieje tylko wypowiedź przez muzykę, przez śpiewanie” - wspominał po latach artysta operowy, który w czasie II wojny światowej był żołnierzem AK, uczestniczył w operacji Ostra Brama, a po wojnie został wywieziony w głąb Rosji.


Polecamy artykuł:

Front „pożytecznych idiotów” O wojnie informacyjnej w Polsce

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP