O MZK, czyli międzyludzkiej zwodniczej komunikacji
Juliusz Słowacki pisał: „Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Mądrala, w jego czasach nie było internetu i braku czasu na wszystko!

Kuba Grabski


Jeszcze nie tak dawno, 175 lat temu, Juliusz Słowacki pisał:​ „Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Mądrala, w jego czasach nie było internetu i braku czasu na wszystko! 

 

Czy rzeczywiście to język ciągle jest podstawą międzyludzkiej komunikacji? Wydaje się, że z powodu braku czasu trend się zmienił, że kilka lat temu wróciliśmy do kultury obrazkowej (w tym memów), a dzisiaj świat napędzają filmiki. Co zatem ze słowem, które jak to od dawna wiemy, „było na początku”? Ktoś się pomylił czy nie przewidział rozwoju wypadków?

 

W 1887 roku Ludwik Zamenhoff zainicjował powstanie esperanto, które miało stać się językiem międzynarodowym, jak w czasach przed Wieżą Babel, ale choć jest wielokrotnie prostszym do nauczenia się od innych, to jednak na świecie posługuje się nim tylko kilka milionów osób.

 

Łamanie barier językowych

 

Zatem czy wspólny język to utopia? Najwięcej ludzi na świecie mówi po mandaryńsku (15% populacji), kolejne miejsca zajmują hiszpański i angielski.

Trudno sobie wyobrazić, żeby większość Ziemian posługiwała się tymi trzema językami, a przecież podróżując po całym niemal świecie, jakoś się porozumiewamy lub raczej dogadujemy. Jak? Oprócz słów używamy mowy niewerbalnej, tzw. body language. Tym łatwiej nam o skuteczną komunikację, im bardziej łączy nas wspólny cel. Dotyczy to np. aktu seksualnego między nieznającymi swych języków Wietnamką i Szkotem. Z drugiej zaś strony, na innym poziomie, byłem świadkiem porozumiewania się członków międzynarodowej grupy młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie i zdumiało mnie, jak mało czasu potrzebowali na znalezienie „wspólnego języka”. Zatem upraszczając, jeśli łączy nas wspólny interes, to bariera kultury i języka jest do pokonania. 

 

Język tworzy świat?

 

Cofnijmy się znów o kilkadziesiąt lat, kiedy to swoje prace językoznawcze prowadzili amerykańscy naukowcy Edward Sapir i Benjamin Lee Whorf. Z ich spuścizny najlepiej zapamiętano tezę relatywizmu językowego, mówiącą o tym, że język, którego używamy, kształtuje postrzegany przez nas świat. A ponieważ używamy różnych języków, to rozmaicie widzimy rzeczywistość. Czegoś odwrotnego, czyli że to świat tworzy język, dowodzi język Eskimosów, którzy w przeciwieństwie do Europejczyków mają kilkadziesiąt słów na określenie bieli. Europę było stać tylko na „Whiter shade of pale” (Bielszy odcień bieli) – wielki przebój zespołu Procol Harum. Niezależnie od prawdziwości tych teorii wydaje się oczywiste, że nasz język ewoluuje i jego treść ma silny związek ze zmieniającym się otoczeniem.

 

Nowe znaczenia słów

 

Spójrzmy zatem na nasz język ojczysty. Osoby, które pamiętają czasy minione, zauważają nowe znaczenia znanych sobie słów – „portal”, kiedyś ozdobne obramowanie drzwi, dzisiaj – wiadomo. „Witryna” – kiedyś sklepowa, dzisiaj internetowa. Bardziej złożona jest historia słowa „czat” – kiedyś stało się na czatach lub na warcie, dziś czatujemy w sieci. Tyle, że w sieci używamy angielskiego słowa chat oznaczającego pogawędkę. Są też takie słowa, które pochodzą z czasów przedwojennych i, dla odmiany, z ich rozumieniem nie lada problem mają współcześni nastolatkowie, jak np. ze zwrotem „taki ze mnie gagatek, nie lada to kram”, z piosenki Jerzego Jurandota pt. „Ada, to nie wypada”. Znajdujemy tam także „trzpiotkę” i „sztubaka”. Inną grupę stanowią wyrażenia gwarowe, które powstały ze słów istniejących w polskiej mowie. „Czaić bazę”, „wyczochrać”, „beka”, „meta”, „towar”, „wyczesany” – mają dziś nowe, często inne od pierwotnego znaczenie.

 

 Nieporozumienia językowe mogą dotyczyć także tzw. nowomowy, która była językiem propagandy PRL-u, albo wynalazku ostatnich lat, czyli korpomowy. Oto próbka bełkotu z minionego ustroju: „Praktyka dnia codziennego dowodzi, że dalszy rozwój różnych form działalności spełnia ważne zadania w wprowadzaniu kierunków postępowego wychowania”. Dzisiaj dla odmiany możemy przeczytać: „Osobne autorshipy są zastrzeżone wyłącznie dla dziennikarzy. W przypadku wszystkich syndykowanych treści zarówno autor, jak i źródło…”. Brr, cóż za okropności!

 

Nowe bariery pokoleniowe

Czy za kilka lat będziemy potrzebowali słownika polsko-polskiego? Czy technologia stworzy nowych analfabetów? Czy sieciowe pisanie wyprze „ą”, ”ę” i „ż”? Jakim językiem porozmawiamy z alienami? Co wyniknęło ze słynnych językowych pomyłek? O tym wszystkim w kolejnej części rozważań o międzyludzkiej zwodniczej komunikacji.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP