Nie tylko wrogowie Słowian ulegają stereotypom
O fascynacji Europą Środkową, niedolach Słowian i noszeniu dresów w Liverpoolu z Johnem Williamem Billsem, autorem książki „An Illustrated History of Slavic Misery”, rozmawia Konrad Kuczma.

Kordian Kuczma: Kiedy i dlaczego zacząłeś interesować się Słowianami?

John William Bills: W dzieciństwie moje zainteresowanie Europą za kanałem La Manche kończyło się na piłce nożnej. Pod koniec pierwszego roku studiów odwiedziłem Słowenię i bardzo dobrze się tam bawiłem. Po powrocie do domu zacząłem dużo czytać na temat dawnej Jugosławii i Austro-Węgier, więc siłą rzeczy także o Czechach i Słowakach. Jeszcze przed trzydziestką kilka razy spędziłem wakacje w Bośni i Serbii, co zainspirowało mnie do przeprowadzki na Bałkany. Wpadłem na pomysł napisania tej książki, tworząc cykl artykułów o mało znanych postaciach Słowiańszczyzny. Kiedy go skończyłem, doszedłem do wniosku, że to już być może jedna czwarta dłuższej całości. Im więcej pisałem na ten temat, tym więcej znajdowałem informacji, którymi chciałem się podzielić – z całą świadomością, że to dość niszowa dziedzina.

Skąd się wziął tak nietypowy tytuł?

Wymyślił go mój kolega. Nie rozumiem, dlaczego wielu czytelników denerwuje słowo ‘niedola’. Ta, o której piszę, ma przecież zewnętrzną genezę. To inne narody zawsze utrudniały Słowianom życie. Bawią mnie ludzie, którzy rozumieją tytułowe ‘misery’ jako „cierpiętnictwo”. Jak widać, nie tylko wrogowie Słowian ulegają stereotypom.

Czy masz ulubione słowiańskie państwo albo naród?

Mam słabość do Serbii i Słowenii, ponieważ w obydwu tych państwach spędziłem sporo czasu i znalazłem wielu przyjaciół. Serbowie mają kiepską reputację, częściowo zasłużoną, ale ogólnie rzecz biorąc, to bardzo kreatywny, intrygujący naród zasługujący na lepszy los niż ten, który zgotowali mu miejscowi politycy.

Gdybym miał odwiedzić tylko jedno państwo, o którym napisałem w książce, byłaby to zachwycająca Bośnia i Hercegowina. Kiedy tylko Zachód wyzwoli się z wyobrażeń o niej z czasów wojny domowej w latach 90., czeka ją turystyczny boom. Mostar to pierwsze miasto Słowiańszczyzny, w którym się zakochałem. Najciekawiej pisało mi się o Polsce, ponieważ żaden inny słowiański naród nie przeżył tylu wzlotów i upadków. Nie ma aspektu historii Polski, który nie byłby pasjonujący – czy chodzi o dzieje najnowsze, czy średniowiecze, w każdym aspekcie, od polityki po sport. Nieprzypadkowo rozdział poświęcony Waszemu krajowi okazał się najdłuższy.

Czy wszyscy Słowianie mają jakieś cechy wspólne odróżniające ich od innych nacji?

Zauważyłem, że Słowianie, czy w Belgradzie, czy Pradze, mają ciekawe podejście do czasu. Z jednej strony są niebywale cierpliwi, pozwalają sprawom toczyć się własnym biegiem i traktują luźno punktualność. Z drugiej – często denerwuje ich przeciąganie się różnych spraw. Poza tym bardzo mi się podoba to, że Słowianie nie przepuszczą żadnej okazji do żartu, nawet jeśli w grę wchodzi czarny humor.

Czy Polacy mogliby się czegoś nauczyć od innych Słowian lub odwrotnie?

W dobie globalizacji różnice między narodami stają się coraz mniejsze. Uważam jednak, że wciąż warto przekazywać wiedzę z pokolenia na pokolenie oraz uczyć się od mieszkańców miast i wsi w innych krajach, jeżeli przypominają one w czymś nasze małe ojczyzny. Trzydziestolatek z Pragi raczej nauczy się więcej od sześćdziesięciolatka niż innego trzydziestolatka z Sarajewa. Na podobnej zasadzie dwudziestolatek z Warszawy będzie miał więcej wspólnego z rówieśnikiem z Belgradu niż z Draglicy albo Starego Dybowa.

Jak dobrze Brytyjczycy znają Słowian?

Wielu ucieka w stereotypy, ponieważ brakuje im bezpośrednich doświadczeń. Uprzedzeniom sprzyjają jednostronne teksty w schlebiających skrajnej prawicy tabloidach, które prezentują mieszkańców wschodniej Europy jako leniwych pasożytów. Zadziwia mnie, jak często w moim rodzinnym miasteczku w środkowej Walii słyszy się skargi na „przeklętych Polaków”, tak jakby życie przed pojawieniem się imigrantów było sielanką. Oczywiście nie wszyscy Brytyjczycy tacy są. Dałoby się znaleźć tyle samo piwoszy narzekających na Słowaków, co trochę młodszych piwoszy piszących książki o ich osiągnięciach (śmiech).

Jeżeli ktoś uważa, że tylko Słowianie nałogowo palą i noszą na okrągło dresy, to znaczy, że nie był nigdy w Liverpoolu albo Manchesterze.

W jaki sposób słowiańskie państwa mogłyby poprawić swój wizerunek za granicą?

W tej chwili nie są już chyba w stanie nic zrobić, ponieważ to nie one ponoszą winę za istniejące stereotypy. Jeżeli ktoś uważa, że tylko Słowianie nałogowo palą i noszą na okrągło dresy, to znaczy, że nie był nigdy w Liverpoolu albo Manchesterze. Napisałem tę książkę, ponieważ moim zdaniem słowiańscy naukowcy, sportowcy, artyści wiele razy oczarowali i wzruszyli ludzkość. Chciałem im pomóc w zdobyciu szacunku reszty świata, na który w pełni zasługują.

Czasami zadawałem sobie pytanie: czy naprawdę warto poświęcać tyle czasu na zgłębianie biografii bułgarskich lekarzy?

Jakie byłe największe trudności, na jakie natrafiłeś w trakcie pisania?

Wyszukiwanie informacji na temat jej najmniej znanych bohaterów. O wielu z nich nie było łatwo dowiedzieć się czegoś konkretnego. Mieszkając w Lublanie i Belgradzie, skupiałem się na południowych Słowianach, po przeprowadzce do Pragi – na północnych. Ocena, które znalezione przeze mnie ciekawostki najmocniej trafią do czytelników, też nie zawsze była łatwa. Czasami zadawałem sobie pytanie: czy naprawdę warto poświęcać tyle czasu na zgłębianie biografii bułgarskich lekarzy? Czy to nie jest początek szaleństwa? Czy jestem w stanie pisać na tak wysokim poziomie jak moi idole? Przeżyłem sporo momentów załamania, obaw, że nie było w ogóle sensu zaczynać. Pisarstwo to fach samotników – każdy z nas musi w takich chwilach radzić sobie sam.

Dlaczego wśród bohaterów książki nie ma wschodnich Słowian?

Pierwotnie miała ona dotyczyć wszystkich narodów słowiańskich, ale starałem się nie przesadzać z jej objętością, aby nie odstraszyć potencjalnych czytelników. Chciałbym ich zachęcić do zapoznania się z mało znanymi rozdziałami historii, a nie bić po głowie grubą „cegłą”. Szybko doszedłem do wniosku, że Rosjanie zasługują na osobny tom. Z uwagi na więzi kulturowe, chciałbym, aby dotyczył on też Ukraińców i Białorusinów. Jak szybko się ukaże, zależy od zainteresowania książką o reszcie Słowiańszczyzny.

Jak można kupić Twoją książkę? Czy planujesz jej promocję w Polsce?

Na razie ukazało się jedynie 500 egzemplarzy, dlatego sam zajmuję się dystrybucją. Można się ze mną skontaktować pod adresem miseryslavic@gmail.com, przez Facebook lub Instagram. Przyjmuję płatności przez system PayPal. Dostępne są dwie wersje: papierowa i elektroniczna. Tę drugą ma też w ofercie Kindle Store na Amazonie, ale oczywiście sprzedaż bezpośrednia jest dla mnie korzystniejsza finansowo. Do ceny książki należy doliczyć koszty wysyłki z Pragi.

Przed końcem roku będę gościł ze spotkaniami autorskimi w kawiarniach i księgarniach w kilku krajach. Gdyby jakiś tego typu lokal był zainteresowany, chętnie odwiedziłbym też Polskę. Jeżeli do tego czasu cały nakład się nie sprzeda, a na razie nie pojawiło się aż tak duże zapotrzebowanie, jestem gotowy przyjechać do Waszego kraju w przyszłym roku.

Dlaczego zdecydowałeś się na wydanie książki własnymi siłami?

Rozmawiałem z różnymi wydawnictwami. Wszystkie wymagały ode mnie przedstawienia planu promocji i dystrybucji, a przecież zwracałem się do nich po to, żeby nie musieć tego robić! Uznałem więc, że taniej będzie wziąć sprawy we własne ręce. Sam znalazłem chętną do współpracy słoweńską drukarnię, a potem zorganizowałem krótkie tournée promocyjne po Bałkanach.


John William Bills – publicysta internetowy i bloger urodzony w Walii. Aktualnie mieszka w Pradze, gdzie pracuje nad książką pt. „Via The Left Bank Of The ‘90s” – historią tego miasta widzianą przez pryzmat tamtejszego metra. Jak sam mówi o sobie – uwielbia krykiet, chipsy i estetyczne ręczne pismo.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP