Na rozdrożu Ukrainy
„Jeszcze do niedawna Ukrainiec ze swoim językiem czy rodzimą kulturą był uznawany za mieszkańca co najwyżej drugiej kategorii”

Autorzy

5


„Odessa doświadcza właśnie przełomu, może najważniejszego w swoich dziejach” – twierdzi pani Hałyna, prowadząca jedną z nielicznych w mieście ukraińskojęzycznych księgarni. „Jeszcze do niedawna Ukrainiec ze swoim językiem czy rodzimą kulturą był uznawany za mieszkańca co najwyżej drugiej kategorii” – dodaje.

Dziś ta sytuacja ulega zmianie – odbywa się proces powrotu do korzeni. Wciąż jednak najczęściej na ulicach można usłyszeć język rosyjski, a homo (post)sovieticus dominują w tkance miasta. Odessa – Odessa Mama, prawdziwa Perła nad Morzem Czarnym. To niezwykłe miasto w Ukrainie, wbrew obiegowej opinii, ma w sobie dużo z ukraińskości, także w znaczeniu historycznym. Do dziś jednak walczy o swoje ukraińskie oblicze, starając się obalić wciąż istniejące i opisujące ją mity. Po pierwsze rosyjskiego miasta rodem z Imperium Carskiego, a także radzieckiego, gdzie specyficzny humor i zróżnicowanie etniczne mogło rozwijać się tylko pod czujnym okiem starszego brata z Moskwy. Ukraiński rdzeń kultury Odessy, skutecznie zamkniętej w getto radosnego współistnienia nacji w okresie sowieckim, od 1991 roku powoli wraca na swoje tory, co widać szczególnie teraz, po wydarzeniach Rewolucji Godności z przełomu 2013 i 2014 roku oraz odbywającego się w chwili obecnej procesu dekomunizacji.

Odessa – Odessa Mama, prawdziwa Perła nad Morzem Czarnym.

Wyspa ukraińskości

Hałyna Dolnyk jest jedną z tych osób, dzięki którym ukraińskość mogła przetrwać i przeżywać dziś swój renesans. To właśnie ona podtrzymała tradycję organizacji „Ukraińska Hromada”, założonej w 1905 roku, w istocie tworzącej ukraińskie życie kulturowe w Odessie w czasach Imperium Rosyjskiego. W latach 90. ubiegłego stulecia stanęła na czele lokalnego oddziału Stowarzyszenia Naukowego Proswita oraz założyła księgarnię, w której sprzedawała jako jedyna w całym mieście ukraińskie publikacje. Dzisiaj jej autorska Księgarnia-Kawiarnia to kultowe miejsce ukraińskojęzycznej wspólnoty Odessy, gdzie dojrzewało niejedno pokolenie miejscowych intelektualistów oraz młodych polityków.

Bardzo często występuje tam również ze swoimi wierszami Borys Chersoński, jeden z najważniejszych poetów Odessy, a także znanych psychologów klinicznych całej Ukrainy. „Kiedyś pisałem wyłącznie po rosyjsku, ale po Majdanie coś się we mnie zmieniło” – opowiada, goszcząc nas w swoim ogrodzie. Ostatnią książkę napisał w połowie po rosyjsku, w połowie po ukraińsku. Jest za wsparciem ukraińskiej kultury i języka w swojej ojczyźnie, chociaż przeciwstawia się jej bezwolnemu narzucaniu wszystkim bez wyjątku. „Ten, kto urodził się w rosyjskojęzycznym środowisku, powinien mieć prawo do dokonania w nim swojego żywota” – twierdzi. „Tak nie uda nam się przekonać mieszkańców Donbasu czy Krymu do powrotu do ojczyzny” – wskazuje Chersoński. „Jedno jednak czego nie zaakceptuje, to pogarda dla rodzimego, ukraińskiego języka” – kończy ze smutkiem. Problem separatyzmu jest aktualny nie tylko na wschodnich rubieżach Ukrainy. Dziś pobrzmiewają przecież dyskusje o węgierskim odrodzeniu na Zakarpaciu, a i wielonarodowa Odessa z równie skomplikowanym etnicznie obwodem, granicząca z nieuznanym, utrzymywanym przez Kreml Naddniestrzem, również narażona jest na polityczno-społeczne turbulencje, do których wzburzenia najlepiej nadaje się „karta językowa”.

Wcześniej wzorem społeczno-kulturowym była Moskwa, lecz wraz z agresją rosyjską na Ukrainę bardzo wiele się zmieniło. Widać to na przykładzie corocznego festiwalu literackiego „Zielona Fala” (Zełena Chwyla), na który ostatnio zaczęto zapraszać ukraińskich pisarzy i poetów. Odessa zaczęła wreszcie przyciągać do siebie działaczy literatury, którzy tworzą jawnie w opozycji do wizji świata Kremla. Równie aktywnie działa Impact Hub Odessa, nietuzinkowy ośrodek intelektualny, starający się promować także pomysły biznesowe, zanurzone w kontekście ukraińskim, w tym pozyskiwać potencjalnych inwestorów zagranicznych.

1

Rozrachunki z minionym

Co ciekawe, wśród – czym szczyci się Odessa – ponad 100 różnych narodowości i religii zamieszkujących to miasto nad Morzem Czarnym, jedną z najbardziej aktywnych w aspekcie ukrainizacji miasta jest wspólnota żydowska. Zręby dekomunizacji rozpoczęły się wszak za drugiej kadencji mera Eduarda Gurwica, po Pomarańczowej Rewolucji z 2004 roku, aczkolwiek właściwa desowietyzacja całej Ukrainy została prawnie uchwalona dopiero w 2015 roku. Na podstawie ustawy o dekomunizacji zmieniły się nazwy ulic i skwerów, choć i tak większość miejscowych umówi się z nami przy ulicy Armii Czerwonej czy dawnym pomniku Lenina. Jedna noga wyciągana jest ku Europie, druga tkwi w radzieckiej przeszłości. Wciąż na rozdrożu.

Jeszcze dosadniej widać to poza stolicą obwodu. Najbardziej uderzającym przykładem zawirowań wokół procesu dekomunizacji jest miasto Podilsk, do niedawna Kotowsk, nazwane tak na cześć dowódcy bolszewickiego – Grigorija Kotowskiego. W mieście znajduje się jego mauzoleum (historycy do dziś toczą spory, czy faktycznie są tam zwłoki radzieckiego wojskowego), przeznaczone do rozbiórki na fali rozliczeń z radziecką przeszłością, na co jednak większość miejscowych nie chce się zgodzić. Proces dekomunizacji wygląda tu specyficznie – jako zjawisko narzucone z góry. Mer nie zmieniał się bowiem w Podilsku w ciągu ostatnich 30 lat, tworząc sytuację impasu i znużenia. Jedyny ruch i miejsce wymiany informacji stanowi w praktyce rozległy bazar, gdzie zbierają się ludzie z całej północy obwodu oraz z sąsiedniego Naddniestrza. Większość z nich nosi jednak w sobie niewykorzeniony radziecki paternalizm, a nieliczni aktywiści społeczni, mający zresztą nieraz sprzeczne poglądy, nie są w stanie przebić muru społecznej stagnacji.

2

W miejscowym parku, gdzie obok siebie funkcjonuje mały skansen Związku Radzieckiego ze szlabanem granicznym i czołgiem czasów sowieckich oraz pomnik poległych żołnierzy w strefie ATO, a faktycznie w wojnie z Rosją w Donbasie, spotykamy dwóch aktywistów, Witalija i Serhija. Nie są nastolatkami, raczej panami w średnim wieku, kolegami, choć tak bardzo różniącymi się od siebie. Witalij mówi po ukraińsku, Serhij po rosyjsku, chociaż jak twierdzi – „Jeśli przyjdą tu rosyjscy żołnierze, to ja wtedy zacznę mówić po ukraińsku”. Sprzeczności jest zresztą więcej. Serhij bez kozery przyznaje się do swoich częściowo prorosyjskich poglądów, co tłumaczyć można jego przynależnością do cerkwi patriarchatu moskiewskiego, zapewniając jednocześnie, że Patriarcha Cyryl nie jest dla niego żadnym autorytetem. „Dekomunizacja, jaka dekomunizacja?” – w tym jednym są jednak zgodni. – „Kijów, ani nawet Odessa w ogóle nas nie słuchają” – wskazują z rozgoryczeniem. W 2014 roku mieli jeszcze jakąś nadzieję, kiedy gubernatorem obwodu odeskiego ukraiński prezydent Petro Poroszenko mianował Micheiła Saakaszwiliego. „On jednak nawet nie raczył się spotkać z nami” – gorzko kończy Witalij, a nas właśnie minął ukraiński żołnierz, podchodząc do miejsca pamięci bojowników ATO, gdzie oddał cześć zabitym kolegom.

Jeśli przyjdą tu rosyjscy żołnierze, to ja wtedy zacznę mówić po ukraińsku

Puste cokoły

Po szturmującym niedawno granicę polsko-ukraińską byłym prezydencie Gruzji odetchnięto też na ukraińskiej Besarabii, części obwodu odeskiego wysuniętej najbardziej na południowy zachód. To właśnie w Budziaku (z języka tureckiego – „kąt”) żyje cały konglomerat narodowości i ludzi różnych wyznań. Spotkać można tu rosyjskich starowierców, Gagauzów, mołdawskie sioła, wspólnotę bułgarską w Bołgradzie czy nawet Albańczyków. Większość przedstawicieli administracji jednym tchem jednak wyzna, że całym sercem popiera frakcję obecnego prezydenta Ukrainy, Blok Petra Poroszenki (który zresztą urodził się w Bołgradzie), a Saakaszwili był zbyt szalony jak na „miłujących pracę i pokój mieszkańców Besarabii”.

3

Miejscowych aktywistów nie jest zbyt wielu, udaje się jednak zorganizować letni festiwal rockowy w położonym nad Dunajem zmierzającym niechybnie do Morza Czarnego Izmaile, na którym w tym roku główną gwiazdą był znany także i w Polsce ukraiński zespół Haydamaky. Wdrażany proces „łagodnej ukrainizacji” jest jednak wciąż podważany przez – zwłaszcza – mniejszość bułgarską, związaną historycznie z Rosją (też przez silny wpływ cerkwi patriarchatu moskiewskiego), współpracującą bardziej z Sofią niż z Kijowem, oraz nielubianych tu specjalnie Gagauzów. Bliskość Unii Europejskiej na granicy z Rumunią nęci zresztą wielu i niekoniecznie służy zacieśnianiu więzów z resztą Ukrainy. O jakości tych więzów świadczy główna ulica w Bołgradzie, gdzie co prawda Lenina z cokołu zniesiono, ale wciąż trwają targi kogo postawić w miejsce Włodzimierza Ilicza.

„Siła państwa po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku okazała się zbyt wątła, żeby móc istotnie wpłynąć na jedność kraju” – tłumaczy fenomen Ukrainy Borys Chersoński. Politycy zawarli układ z oligarchami, państwo nie mogło wyrwać się ze szponów Federacji Rosyjskiej, a faktyczną władzę w poszczególnych regionach – jak zwłaszcza na Zakarpaciu – zaczęły sprawować klany. Podobnie jak w Odessie, tak jest i w całym regionie, gdzie jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy kraju, dając jednocześnie cichą nadzieję na zmiany. „Odessa to wciąż miasto mitów: rosyjskiego, radzieckiego, żydowskiego czy wielonarodowego miasta żartu i humoreski” – pointuje nasze spotkanie Chersoński. Jak każdy mit, tak i te nie zawsze odpowiadają rzeczywistości. Dziś odradza się ukraiński. „Oby tylko rzeczywiście coś stało za tą fasadą ukraińskości” – rzuca na pożegnanie odeski poeta.

4

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP