Młodzież trudniejsza niż NATO
Z generałem Romanem Polko rozmawia Mateusz Zardzewiały.

Mateusz Zardzewiały


O Światowych Dniach Młodzieży, szczycie NATO i bezpieczeństwie z generałem Romanem Polko rozmawia Mateusz Zardzewiały.

 

Mateusz Zardzewiały: Zbliżają się dwa ważne wydarzenia na międzynarodową skalę, które odbędą się w Polsce: szczyt NATO i Światowe Dni Młodzieży. Zabezpieczenie którego z nich będzie większym wyzwaniem dla służb?

Gen. Roman Polko: Wyzwaniem dla służb z pewnością będą Światowe Dni Młodzieży. Jeżeli chodzi o szczyt NATO, to wiadomo, że nie łączy się on z imprezami towarzyszącymi, z napływem potężnych tłumów ludzi, których nie znamy. Oczywiście jest to wydarzenie o dużym znaczeniu, ale organizowaliśmy już w Polsce spotkania o podobnym charakterze, choćby szczyt ekonomiczny. Więc nasze służby wiedzą, jak się współdziała np. z ochroną prezydenta Stanów Zjednoczonych czy też funkcjonariuszami pilnującymi innych ważnych gości. Dlatego zdecydowanie łatwiej będzie zabezpieczyć i kontrolować spotkanie przywódców państw NATO niż Światowe Dni Młodzieży.

 

Jakich zagrożeń możemy się spodziewać w trakcie odbywających się w Krakowie Światowych Dni Młodzieży?

W czasie tej imprezy mogą wystąpić zagrożenia rozmaitego typu. Zaczynając od różnego rodzaju wariatów w rodzaju człowieka, który zostawił we wrocławskim autobusie bombę, poprzez takich, którzy rozmyślnie wszczynają fałszywe alarmy bombowe. Jednak mimo wszystko trzeba na to reagować, ponieważ w XXI wieku mamy do czynienia z zagrożeniem terrorystycznym, które jest realnym problemem. Nie można również wykluczać zorganizowanej serii zamachów, podobnych do działań terrorystów np. we Francji. Mogą oni uderzać w te miejsca, w których będzie zbierało się najwięcej ludzi – a więc siłą rzeczy nie w te najbardziej chronione, tylko takie, do których możliwy jest łatwy dostęp. Właśnie takie zagrożenia trzeba szczególnie brać pod uwagę.

 

A czy nasze służby biorą je teraz pod uwagę, traktują poważnie?

Demonstrujemy swoją moc, pokazując wyszkolenie oddziału specjalnego żandarmerii wojskowej czy jednostki specjalnej GROM. I pewnie jeszcze jakieś inne jednostki również będą ćwiczyć techniki, które od co najmniej dziesięciu lat nasze służby specjalne mają właściwie opanowane do perfekcji. Pewnie, że te elementy również są ważne. Jednak niestety, mimo zapewnień, nie zwraca się należytej uwagi na takie rzeczy jak koordynacja działań służb, spójność i jednolitość dowodzenia, utrzymanie łączności. Ale przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę aspekty prawne tego typu działań w sytuacji kryzysowej oraz ewentualną odpowiedzialność za ich konsekwencje. A konsekwencje mogą być również tragiczne, choćby takie, że w wyniku działań antyterrorystycznych może zginąć niewinna osoba.

 

Czy nasze służby mają odpowiednie środki i narzędzia, które pozwolą powstrzymywać w zarodku ewentualne zagrożenia? Czy raczej będą reagować na sytuacje, które już się wydarzą i próbować walczyć z ich skutkami?

Właśnie! To nawet nie oddziały specjalne, komandosi czy GROM, tylko służby wywiadowcze są bardzo ważne. A informacja jest, według mnie, dużym problemem. Kwestia współpracy z partnerami międzynarodowymi jest oczywiście bardzo istotnym elementem, ale ostatnie wydarzenia pokazują, że nasze służby mają problem ze zdobywaniem informacji. Wróćmy do zamachu bombowego we Wrocławiu – studenta, który podłożył ładunek, przez pięć dni łapały rzesze policjantów! Spójrzmy też na grożenie kilku redakcjom zamachami bombowymi. Nasze służby mają ogromne trudności ze zdobyciem informacji o adresie IP, z którego wysłano komunikaty informujące o bombach, a także z namierzeniem potencjalnych terrorystów – choć w tym przypadku chodzi raczej o żartownisiów.

 

Czy szumnie ogłaszana ustawa antyterrorystyczna da lepsze narzędzia funkcjonariuszom?

Ta ustawa nie weszła jeszcze w życie, choć od dawna o nią zabiegamy, ponieważ jest bardzo potrzebna. Da realne możliwości działania, np. likwidacji człowieka, który zagraża życiu innych ludzi. Pozwala też wprowadzić do działania wojsko, tak jak np. można to robić w Wielkiej Brytanii. Tylko to wszystko wymaga wielu rozporządzeń, procedur, ćwiczeń – po prostu wdrożenia systemu. Systemu, jaki ma np. SAS (Special Air Service, siły specjalne Brytyjczyków – przyp. red.): w dyżurach bojowych poszczególne szwadrony czekają w gotowości i 3-4 miesiące w roku szkolą się w działaniach antyterrorystycznych wraz z policją. A nie okazyjnie, na pokaz – jeden dzień w roku, przed ważnym wydarzeniem.

 

ŚDM to ważne wydarzenie dla katolików. A za katolikami nie przepadają powiązani z islamem terroryści. Czy zagrożenie terrorem w imię Allaha jest w Polsce realne, czy też nie musimy się go obawiać z racji tego, że imigranci z tamtych rejonów świata nie napływają do nas masowo?

Pojedyncze osoby pojawiają się i w Polsce, choćby w rejonach naszej granicy z Niemcami. Nie jesteśmy jakąś odizolowaną wioską, to, co dzieje się na świecie, dotyczy również nas. Te idee już przeniknęły za pośrednictwem internetu, mamy szaleńców, których zarażają poglądy głoszone przez islamistów. Ta propaganda trafia na szczególnie podatny grunt, gdy dociera do ludzi mających problem z własnymi frustracjami. Często działania terrorystów określa się słowami w stylu: „samotny wilk, który...”. Bardzo nie lubię tej konstrukcji słownej, bo powodem ich czynów jest właśnie ta zatruta idea! Zresztą Państwo Islamskie wyraźnie mówi, że walczyć trzeba nie tylko mieczem, ale również poprzez media i Internet, przekazywać swoje idee w świat i wywoływać strach u „niewiernych”.

 

Czy wznowienie kontroli granic w dawnym stylu na czas ŚDM byłoby dobrym pomysłem, czy tylko niepotrzebnym utrudnieniem dla pielgrzymów?

Gdy się przemieszczamy, mamy ciągle do czynienia z kontrolami, np. jesteśmy drobiazgowo sprawdzani na lotniskach. Lecz bardzo często te kontrole są robione masowo, na pokaz i bez żadnej refleksji. Zachęcam nie tylko polskie, lecz także europejskie służby, aby popatrzyły na to, co się dzieje w Izraelu – tam typuje się tych, którzy rzeczywiście mogą być sprawcami aktów terroru. Gdyby europejskie służby tak działały, to wówczas być może nie dochodziłoby do sytuacji, w których zwykli obywatele są drobiazgowo sprawdzani, wręcz „trzepani”, a ci, którzy rzeczywiście znajdują się w kręgu podejrzanych (wręcz ciążą na nich wyroki za współdziałanie z Państwem Islamskim), bez problemu przemieszczają się po Belgii czy Francji. Nikt tych ludzi specjalnie nie śledzi, nie mają oni problemu z komunikacją lotniczą.

 

Czy zgadza się pan z tezą części wpływowych europejskich środowisk opiniotwórczych, że masowej migracji muzułmanów na nasz kontynent nie można bezpośrednio łączyć ze zjawiskiem terroryzmu?

Tylko dziwnie się składa, że ponad 90% terrorystów to ludzie związani z islamem. Takie tezy to próby zaprzeczenia faktom. Brałem udział w szkoleniu instytutu Marshalla w Niemczech. I tam eksperci podkreślali, że wyraźnie widać, iż terroryści pochodzą właśnie z tamtego kierunku, kręgu kulturowego. Jest to również kwestia systemu wartości, czy nawet jego braku. Dla nas, Europejczyków, to człowiek jest najważniejszy, jego wolności i prawa są święte i nie można ich naruszać. W Islamie to Allah i podporządkowanie się jemu jest najważniejsze. To myślenie dominuje u tych ludzi. Wyraźnie widać, że wraz z napływem islamu pojawiają się problemy. Jakoś nie mamy kłopotów z uchodźcami ukraińskimi, którzy przyjeżdżają do Polski. Jeżeli w ich kontekście można mówić o problemach, to chyba ze strony polskich pracodawców, którzy zbyt często wykorzystują trudną sytuację ludzi z tamtego regionu. Regionu, który jest nam bliski kulturowo.

 

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP