Lubię mieć w życiu pod górkę
Szersza publiczność usłyszała o Piotrze Łobodzińskim, gdy zwyciężył w prestiżowym biegu na wieżę Eiffla. Wygrał go zresztą trzy razy z rzędu. Media ogólnopolskie ponownie zainteresowały się nim, gdy jako pierwszy zameldował się na szczycie podczas legendarnej imprezy – Empire State Building Run Up.

Łukasz Smogorowski


Tymczasem Piotr to najlepszy zawodnik w historii towerrunningu – dominuje w tej dyscyplinie od kilku lat. Czterokrotnie zdobywał puchar świata, trzykrotnie zwyciężał cykl Vertical World Circuit, wdrapał się na wszystkie stopnie podium mistrzostw Europy. Jest wreszcie aktualnym mistrzem świata – złoty medal wywalczył podczas pierwszej edycji tej imprezy, w katarskim Doha (brąz wybiegała wtedy Dominika Wiśniewska-Ulfik).

Łukasz Smogorowski: Zdarza ci się wchodzić po schodach, czy już zapomniałeś, jak to jest?

Piotr Łobodziński: Zdarza się, czasami nawet na zawodach. W tajwańskim Taipei 101 jest 90 pięter. Podczas biegu w tym wieżowcu pary starczyło mi do 70., ostatnie 20 mocno podchodziłem – w bieganiu po schodach ciężko jest ocenić własne tempo, za to łatwo jest przeholować, zakwasić się.

Cofnijmy się o kilka lat. 2011 rok: zajmujesz 4. miejsce w debiucie w Warszawie, w Biegu na Szczyt Rondo 1, do lidera pucharu świata tracąc tylko 4 sekundy. Byłeś „wbiegaczem znikąd”, ale ten wynik nie wziął się przecież znikąd.

Sport został mi zaszczepiony przez rodziców. Łyżwy, palant, siatkówka, piłka nożna... Na studiach pojawił się ergometr wioślarski, rzut oszczepem, trójskok. Wolałem konkurencje techniczne od biegowych, choć w bieganiu, startując sporadycznie, osiągałem dobre wyniki. Poza tym, taka różnorodność sportowa i zróżnicowane obciążenia treningowe przełożyły się na dobrą koordynację ruchową i brak kontuzji. To jest mój atut. W bieganiu po schodach liczy się nie tylko bieg. Na klatce trzeba wykorzystać ścianę, poręcz, znaleźć rytm, zarządzać energią.

Nie ograniczasz się do biegów po schodach, osiągasz dobre wyniki w biegach ulicznych, przełajowych, na orientację, górskich, a ostatnio przeszkodowych. To odpoczynek od dusznych klatek schodowych czy element treningu?

I tak, i tak. Moim priorytetem jest utrzymanie się na szczycie w bieganiu po schodach. W biegach ulicznych startuję głównie na 5 i 10 km. Wyniki z ulicy dają też wyobrażenie o moim poziomie sportowym. Wbieg na szczyt wieżowca w 3 minuty niewielu osobom coś mówi, za to start w okolicach 14:30 na 5 km – tak.

Wygrywałeś też zawody wbiegowe na skocznie narciarskie, mamucią w Harrachovie i podczas Kill the Devil Hill w Karpaczu. To też… odskocznia?

To podobny rodzaj wysiłku, ale na skoczni liczy się właściwie tylko „chamska” siła nóg, nie ma miejsca na technikę, która daje mi przewagę na schodach.

1

Towerrunning jest wymagający nie tylko sportowo. Zawody odbywają się na całym świecie, a to nie jest tenis czy golf, gdzie na najwyższym poziomie są wielkie pieniądze. Jesteś mistrzem świata, reprezentujesz nasz kraj… Masz jakieś wsparcie „z góry”?

Nie ma takiej opcji. Na szczęście udało mi się pozyskać sponsora, a dodatkowo udział w około 80% zawodów na świecie opłacają mi organizatorzy. Bilety, zakwaterowanie. To przywilej czołówki. W pozostałych przypadkach zwrot kosztów i zarobek zapewnia nagroda z wygranej. Trzeba „tylko” wygrać.

Na „trasie” zawodów zazwyczaj nie ma czego podziwiać, ale na szczycie czekają panoramy wielkich miast. Podziwiasz widoki po dotarciu na metę?

Nie zawsze jest na to czas, ale jeśli tylko jest taka możliwość i pogoda dopisuje – tak. Staram się też zwiedzać miasta, do których jadę. Organizatorzy zapewniają czasami zwiedzanie wieżowców, przed zawodami lub po nich.

W bieganiu po schodach liczy się nie tylko bieg. Na klatce trzeba wykorzystać ścianę, poręcz, znaleźć rytm, zarządzać energią.

Czy biegacz amator z Polski ma szansę ścigać się za granicą?

Wystarczy się zarejestrować, jak na każdy inny bieg. Imprez na świecie jest dużo – 300, może więcej. W Polsce też jest kilka. W Warszawie jest nawet 24-godzinny bieg po schodach*. Wyjazd na imprezę za granicę warto połączyć z turystyką, bo lecieć na drugi koniec świata na kilka minut wysiłku… To nie to samo, co start w zagranicznym maratonie, gdzie po kilku godzinach biegu czuje się, za co się płaci (śmiech).

Co cię najbardziej motywuje? Co mogłoby zmotywować do treningu na schodach kogoś, kto nie ma żadnych doświadczeń z tą dyscypliną?

Mnie najbardziej napędza to, że… wygrywam. Podróże. A zachętą dla nowicjuszy powinny być efekty – trening na schodach to intensywny wysiłek i duże straty kalorii w stosunkowo krótkim czasie. 30–45 minut – tyle wystarczy, żeby się naprawdę zmęczyć. I, wbrew obiegowym opiniom, ryzyko kontuzji jest znikome, mniejsze niż w bieganiu „płaskim”. Jest duży wysiłek, ale nie ma dużych obciążeń. Trening na schodach poprawia też wyniki w innych dyscyplinach.

* Bieg 24-godzinny (Everest Run), organizuje Fundacja Wsparcia Ratownictwa RK, która prowadzi jedyne w Polsce zorganizowane treningi w wieżowcach.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP