Liberum veto! O wolności debaty akademickiej
Na czterech uniwersytetach odwołano wykład amerykańskiej prawniczki i działaczki pro-life Rebekki Kiessling. Rektorzy UW i UJ tłumaczyli, że oddzielają „ścieranie się stanowisk od nieakceptowalnej w murach uczelni propagandy”. Jakie spotkania mogą się zatem odbywać na uczelniach, a jakie nie?

Agnieszka Niewińska


Mało kto przewidział, że wizyta szerzej nieznanej w Polsce amerykańskiej prawniczki i działaczki pro-life wywoła takie zamieszanie. O kontrowersjach wokół zaplanowanych na uniwersytetach spotkań z Rebekką Kiessling mówiły ogólnopolskie media. Kiessling miała 18 lat, gdy dowiedziała się, że jest dzieckiem poczętym w wyniku gwałtu. Prawo zabraniało jej matce dokonania aborcji. Dziecko trafiło do adopcji. Kiessling bogatsza o wiedzę na temat przeszłości zaangażowała się w działalność na rzecz obrony życia. W Polsce miała wystąpić w marcu na spotkaniach na Uniwersytetach: Warszawskim, Jagiellońskim, Wrocławskim, Mikołaja Kopernika w Toruniu i na KUL-u. Spotkania zostały oprotestowane przez grupy studentów. Odbyło się tylko jedno na KUL-u. ‒ W Stanach Zjednoczonych bardzo często przemawiam na najbardziej prestiżowych uniwersytetach i ani razu nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek zablokował moje wystąpienie ‒ dziwiła się Kiessling. Występowała m.in. na Uniwersytecie Stanforda i Massachusetts Institute of Technology (MIT). Dlaczego nie mogła się spotkać ze studentami w Polsce?

Niebezpieczne związki

Jakub Wielgo z grupy Uniwersytet Zaangażowany, która protestowała przeciwko organizacji spotkania z Kiessling argumentuje, że „właściwi organizatorzy oraz prawdziwy cel wizyty amerykańskiej mówczyni motywacyjnej na uczelni zostały ukryte przed władzami UW”.

‒ Kiessling pisała wprost, że celem jej wizyty jest otwarte lobbowanie na rzecz zmiany prawa o zdrowiu reprodukcyjnym kobiet. Rozumiemy, że można mieć różne poglądy. Czujemy się jednak w obowiązku protestować, gdy próbuje się przemycać na uczelnię spotkania niemające nic wspólnego z nauką, a nawet ‒ jak w tym przypadku ‒ antynaukowe ‒ dodaje. W podobnym tonie wypowiada się Zuzanna Leniarska: ‒ Ordo Iuris, podobnie jak Rebecca Kiessling, otwarcie lobbuje za zmianą prawa w Polsce, na co nie ma miejsca na uczelni publicznej. Zdaniem Zuzanny Leniarskiej przy organizowaniu spotkań na uniwersytecie kluczowe jest przyjęcie kryteriów naukowości, które będą dla wszystkich jasne.


Podobne argumenty wysunęło protestujące w Krakowie Koło Naukowe Studentów i Studentek Socjologii UJ oraz Koło Naukowe Studentów Filozofii UJ. „Wykorzystywanie autorytetu uznanej uczelni państwowej i jej wielowiekowej tradycji naukowej w celu promocji oraz uwiarygodnienia prezentowanych przez Ordo Iuris i Rebekkę Kiessling postulatów uznajemy za naganne” ‒ napisały w swoim oświadczeniu.


Instytut Ordo Iuris, który przywołują protestujący to organizacja pozarządowa, zrzeszająca prawników o konserwatywnych poglądach. Po tym jak w ubiegłym roku w Sejmie procedowany był obywatelski projekt ustawy „Stop aborcji” ich autorstwa byli ostro krytykowani przez wielu zwolenników liberalizacji prawa aborcyjnego lub utrzymania obecnego stanu rzeczy.

W Stanach Zjednoczonych bardzo często przemawiam na najbardziej prestiżowych uniwersytetach i ani razu nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek zablokował moje wystąpienie ‒ dziwiła się Kiessling.

‒ Zadziwia mnie to, że odmówiono prawa wstępu na uniwersytet Instytutowi Ordo Iuris, uznając go za organizację zaangażowaną politycznie, podczas gdy jest on instytucją naukowo-badawczą, kierowaną przede wszystkim przez pracowników UW lub jego absolwentów pracujących na innych uczelniach. Inicjatorzy protestu sami natomiast nie ukrywają swoich związków politycznych z partią Razem ‒ komentuje Jędrzej Jabłoński prezes Koła Naukowego o Państwie i Prawie „Pro Patria”, które zgłosiło na UW chęć zorganizowania spotkania z Kiessling. ‒ Uniwersytet zgodził się na to spotkanie, poinformowaliśmy, kto będzie gościem. Problemy zaczęły się, gdy na Facebooku przy tym wydarzeniu pojawił się znaczek Instytutu Ordo Iuris, który zaprosił Rebekkę Kiessling do Polski. Wywołało to protesty środowiska, które trudno nawet określić mianem organizacji studenckiej. Uniwersytet Zaangażowany jest bytem niezarejestrowanym na uczelni i funkcjonującym przede wszystkim w Internecie jako profil na Facebook o takiej właśnie nazwie ‒ mówi prezes koła „Pro Patria” i dodaje, że podczas pikiety Uniwersytetu Zaangażowanego pojawiły się nawet transparenty partii Razem. Mówi, że grupa zaczęła wywierać naciski na władze uczelni, zbierać podpisy pod internetową petycją i w skutek tych działań Uniwersytet Warszawski zdecydował o zmianie formuły spotkania.

1

Debata czy agitacja?

‒ Rektor zgodził się na spotkanie w formie debaty. Ale ani organizatorom, ani samemu rektorowi nie udało się znaleźć żadnego naukowca, który chciałby w tym przedsięwzięciu uczestniczyć, stąd inicjatywa nie doszła do skutku. Na innych uczelniach nikt z taką propozycją debaty nawet nie wyszedł ‒ mówi Anna Korzekwa, rzecznik UW.

Jabłoński zaznacza, że miał wątpliwości, czy w krótkim czasie uda się znaleźć kogoś, kto zgodziłby się wziąć udział w takiej dyskusji. ‒ Rektor zapowiedział, że gdyby się to nie udało, spotkanie odbędzie się w pierwotnej formule. Tak się jednak nie stało ‒ mówi i dodaje, że przykład spotkania z Rebekką Kiessling pokazuje, że na UW działają środowiska, które realizują „postulaty marksizmu kulturowego” próbujące „zawłaszczyć przestrzeń uczelni oraz dyskurs naukowy”.

Po odwołanych wykładach Kiessling oświadczenie wydał minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Ubolewał nad tym, że się nie odbyło. Stwierdził, że konstytucyjna zasada autonomii uczelni powinna być gwarancją dla szerokich swobód, a nie narzędziem do ich ograniczania. Odpowiedzieli mu rektorzy UW i UJ: „Musimy odróżniać działalność jawnie lobbystyczną służącą zmianie ustawodawstwa od debaty akademickiej, której fundamentami są krytyczne rozważania i wymiana poglądów”.


Profesor Aleksander Stępkowski, prezes Instytutu Ordo Iuris uważa, że władze UW i UJ usiłowały w swoich stanowiskach stworzyć wrażenie, że uniemożliwiły prowadzenie politycznej agitacji na uczelni. ‒ Jednocześnie jednak ich decyzje były wywołane gwałtownymi reakcjami środowisk nie kryjących się ze swoimi politycznymi afiliacjami i celami ‒ mówi. I przypomina, że Rebecca Kiessling bez przeszkód występowała na uczelniach z pierwszej pięćdziesiątki światowego rankingu. ‒ Polskie uczelnie, które uznały ją za niegodną występowania na nich odnajdujemy dopiero w piątej setce tego rankingu. Nie wiem, czy koincydencję tę możemy uznać za przypadkową.

Jakub Wielgo protestuje przeciw przypisywaniu Uniwersytetowi Zaangażowanemu politycznych afiliacji i utożsamianiu ich z partią Razem czy jakimkolwiek innym ugrupowaniem politycznym. ‒ Powstaliśmy zanim zawiązała się partia Razem ‒ zaznacza. ‒ Od początku istnienia pochylamy się nad kwestią samorządności studenckiej i demokracji uczelnianej. Gromadzimy w swoich szeregach osoby z różnych jednostek, o różnych światopoglądach, działające w różnych organizacjach. Przyjmując kogoś do swojego grona, nie pytamy na kogo dana osoba głosuje. Ani nie ukrywamy „związku politycznego” z partią Razem, ani o nim nie mówimy z prostej przyczyny: nie jesteśmy ugrupowaniem politycznym, taki związek jaki jest sugerowany nie ma więc jak istnieć ‒ odpiera zarzuty. I dodaje, że jeśli ktoś jest w określonej partii i decyduje się na przyjście na demonstrację Uniwersytetu Zaangażowanego, to ma taką możliwość. ‒ Panuje jednak u nas zasada „no logo”, która zabrania jakiemukolwiek podmiotowi występować ze sztandarami, których więcej niż 10% powierzchni zajmuje nazwa lub logo organizacji.

Przykład spotkania z Rebekką Kiessling pokazuje, że na UW działają środowiska, realizujące „postulaty marksizmu kulturowego” próbujące „zawłaszczyć przestrzeń uczelni oraz dyskurs naukowy” - stwierdza Jędrzej Jabłoński, prezes Koła Naukowego „Pro Partia".

Zasady dla studentów

Anna Korzekwa przypomina, że na UW od lat obowiązują te same zasady organizacji spotkań. Przywołuje tekst rektora sprzed dwóch lat, w którym pisze on, że kluczem do dobrego spotkania jest właściwie moderowana dyskusja: „Prezentacja poglądów, która tylko umocni w przekonaniach ich zwolenników, a nie będzie miała żadnej wartości dla adwersarzy, to dla Uniwersytetu marnotrawstwo czasu i wysiłku”.


Co jeśli ktoś chciałby zrobić spotkanie z Pawłem Kukizem, który przekonywałby do konieczności wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych? Czy też mogłoby to zostać uznane za lobbing w celu zmiany prawa? Rzecznik UW wyjaśnia, że spotkanie mogłoby się odbyć pod warunkiem, że zapewniony zostałby akademicki standard: uczestnictwo pracownika naukowego, osoby neutralnej, specjalisty od systemów wyborczych, który będzie mógł nadać dyskusji ramy naukowe i opowiedzieć o konsekwencjach wprowadzenia JOW-ów. ‒ Spotkania na UW nie mogą być wiecami poparcia dla kogokolwiek, nie powinny być też oczywiście „ringami” ‒ zaznacza.

Czy wszystkich organizatorów spotkań zobowiązuje się do tego, by przestrzegali tych standardów? Tego pilnować powinni sami studenci. Przy okazji zamieszania wokół wykładów Kiessling w mediach społecznościowych wielu zamieszczało informacje o wydarzeniach koła naukowego Queer UW ‒ m.in. na temat azjatyckich perwersji seksualnych, pornografii i transseksualizmu ‒ poddając w wątpliwość, czy zapewniono tam pluralistyczną debatę.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP