Krzywe wieże, tagliatelle i najstarszy uniwersytet
Przypadkowy Włoch poproszony o opisanie Bolonii najpewniej scharakteryzuje ją trzema przymiotnikami: „la Dotta” – uczona, „la Grassa” – tłusta i „la Rossa” – czerwona.

„La Dotta”, bo w tym mieście nieprzerwanie od 1088 roku działa najstarszy w Europie uniwersytet. „La Grassa”, gdyż Bolonia może pochwalić się fantastyczną kuchnią (niektórzy twierdzą, że jest kulinarną stolicą Włoch) i nie zmieni tego nawet fakt, że nie je się tam spaghetti po bolońsku w wersji, jaką znamy w Polsce (najbliższym odpowiednikiem jest tagliatelle al ragù). Wreszcie „la Rossa” ze względu na czerwoną dachówkę, pokrywającą wiekowe kamienice (choć wielu ów przymiotnik odnosi do sympatii dla partii komunistycznej, którą w XX wieku przejawiała znaczna część Bolończyków).

Niedokończona bazylika San Petronio

Bolonia zawsze była miastem bogatym, a możne rody prześcigały się w budowaniu coraz to okazalszych budynków. W późnym średniowieczu historycy zaliczali Bolonię do grona 10 najpiękniejszych miast ówczesnego świata. Nic dziwnego, że uliczka za rogiem jeszcze bardziej zachwyca niż ta, z której właśnie wyszliśmy, a każdy kolejny plac okazuje się bardziej urokliwy niż ten, który przed chwilą mijaliśmy. Aż trudno uwierzyć, że te wszystkie magiczne miejsca znajdują się na stosunkowo niedużym obszarze starego miasta. Spacer zaczniemy od głównego placu – Piazza Maggiore i przylegającego doń Piazza Nettuno z Fontanną Neptuna. Niedaleko znajduje się poświęcona patronowi miasta, św. Petroniuszowi, bazylika San Petronio. Architekci zaplanowali ją z ogromnym rozmachem – wielkością miała przyćmić Bazylikę św. Piotra. Nie było to przypadkowe, ponieważ miała stanowić dowód niezależności Bolonii od władz kościelnych w Watykanie. Gdy o planach tych dowiedział się papież, rozbudowy zaniechano, ale i tak jest to jedna z największych świątyń w kraju. Spacerując po kościele, warto poszukać w lewej nawie osobliwego zegara słonecznego. Nie jest okrągły, ale raczej przypomina rozłożoną na ziemi miarkę. Wpadające przez okno promienie słoneczne pokazują na posadzce aktualny dzień i miesiąc.

Fasada świątyni zaskakuje, bo nawet niewprawne oko zauważy, że jest niedokończona. Choć budowa gmachu trwała ponad 300 lat to z powodu braku funduszy fasadę ozdobiono tylko do wysokości drzwi wejściowych. Sprawia to na tyle osobliwe wrażenie, że bolońskiej bazyliki nie można pomylić z żadnym innym kościołem. Ale Bolonia to nie tylko miasto średniowiecznych i renesansowych zabytków. To tutaj znajdują się siedziby legendarnych marek motoryzacyjnych: Lamborghini i Ducati. W 1914 roku w Bolonii swoje przedsiębiorstwo założyli także bracia Maserati, których firma od 1940 roku działa w Modenie.

Kilometry podcieni

Najbardziej typowa pocztówka z Bolonii przedstawia (oprócz wspomnianych już czerwonych dachówek) wieże i kilometry podcieni. W zabytkowej części miasta właściwie nie sposób znaleźć kawałka chodnika, który nie byłby nimi obudowany. Ciągną się po obu stronach praktycznie każdej ulicy. Są na tyle wysokie, by mógł w nich przejechać jeździec na koniu. Wiele z nich ma piękne sklepienia i jest ozdobionych freskami. Latem można się w nich schować przed słońcem, a jesienią przejść suchą stopą nawet podczas największej ulewy.

W 1914 roku w Bolonii swoje przedsiębiorstwo założyli także bracia Maserati, których firma od 1940 roku działa w Modenie.

W minionych wiekach patrycjusze prześcigali się w budowaniu smukłych wież, które miały tylko jedno zadanie: świadczyć o ich potędze. Prawdopodobnie kiedyś było ich nawet 200, ale do dzisiejszych czasów zachowały się 23. Najbardziej znane, Torre Garisenda i Torre degli Asinelli, znajdują się nieopodal Piazza Maggiore. Na tę drugą, mierzącą 97 metrów, można wejść, ale zanim zdecydujemy się pokonać blisko 500 stopni, powinniśmy spojrzeć na obie wieże z dołu. To nie złudzenie optyczne – są krzywe! I to wcale nie mniej niż słynna wieża w Pizie!

1

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP