Koniec pewnej epoki
Paweł Zarzeczny wyznawał zasadę, że na 1 napisaną stronę trzeba przeczytać 1000 innych. Odszedł erudyta, bon vivant, jeden z najlepszych dziennikarzy powojennej Polski.

Mateusz Zardzewiały


Największym sojusznikiem ucznia liceum jest tzw. wolna chata – azyl, w którym można na spokojnie, przy piwku spędzić wagary. I właśnie w takich pięknych okolicznościach przyrody po raz pierwszy usłyszałem o Pawle Zarzecznym. Zamiast męczyć się na matematyce sączyliśmy ze znajomymi wytrawne trunki. I wtedy ktoś włączył na YouTubie wywiad z wielkim Paolo. Nie wiedziałem wówczas kim był ten człowiek ani co robił, ale rozmowa zdecydowanie przykuwała uwagę barwnymi anegdotami, wprawną szermierką słowną, a przede wszystkim tym, że panowie, jak gdyby nigdy nic, raczyli się złocistym płynem w czasie wywiadu przed kamerami.

I gdy kilka lat później czytałem jedną z książek Zarzecznego, pomyślałem sobie, że paradoksalnie mógł to być najlepszy możliwy sposób na pierwszy kontakt z jego twórczością.

Szczerość to nie chamstwo

Paweł Zarzeczny odszedł w sobotę 25 marca. Był on legendą dziennikarstwa sportowego, u szczytu swojej kariery przerastał wszystkich konkurentów o kilka długości. Na krajowym podwórku nikt nie mógł się z nim równać, ale też te komplementy, którymi przed chwilą obdarzyłem Paola, zapewne byłyby mu nie w smak. Bo Zarzeczny mawiał, że „krytyka jest zbawienna, natomiast pochwały zawsze zabójcze”. I w myśl tej zasady, gdy cała Polska cieszyła się awansem naszej drużyny na mistrzostwa świata rozgrywane w Korei i Japonii (rok 2002, awans po 16 latach nieobecności na tej imprezie) Zarzeczny zamiast podłączyć się do pełnego radości chóru napisał trzeźwo: „Panowie, jeszcze nie czas na lizanie się po fiutach!”. Niestety, miał tu rację.
Bezkompromisowość zawsze była znakiem rozpoznawczym Pawła Zarzecznego. Pokazał to choćby w 2010 roku, gdy opublikowano kolejny ranking FIFA, w którym nasza drużyna narodowa została sklasyfikowana na 66. miejscu. Była to najniższa lokata zanotowana przez polską reprezentację w historii. Gdy ta wiadomość dotarła do Zarzecznego, ten skomentował ją krótko: „66 miejsce? Ja nigdy w życiu aż tak nisko nie upadłem”.

Bo Zarzeczny mawiał, że „krytyka jest zbawienna, natomiast pochwały zawsze zabójcze”.

Na Berlin!

A w upadkach miał trochę doświadczenia, choć trzeba przyznać, że upadał zawsze z gracją. No i często robił to na własne życzenie. Jak np. wtedy, gdy niemiecki wydawca „Przeglądu Sportowego”, w którym wówczas pracował Zarzeczny, skierował do redakcji gazety swojego nadzorcę. Zapewne nie cierpiała go większość załogi, a już na pewno nie przepadał za nim Paolo. I tu nadarzyła się okazja do świetnego żartu, a tak się akurat składa, że poczucie humoru było kolejną cechą szczególną Zarzecznego. Okazją do jego zaprezentowania – i efektownego upadku zarazem – był zbliżający się mecz między Groclinem Grodzisk Wielkopolski a... Hertą Berlin. Zarzeczny poczekał aż nadzorca pójdzie do domu i niespodziewanie zmienił okładkę pisma – teraz widniał na niej czołg, czwórka zawodników polskiego klubu i wielki napis „na Berlin”. Była to ostatnia okładka, jaką Zarzeczny zrobił w „PS”.

„66 miejsce? Ja nigdy w życiu aż tak nisko nie upadłem”.

Anegdoty

Paweł Zarzeczny był też niepodrabialnym mówcą, który anegdotami sypał hojnie. A że prowadził barwny żywot, to nie ma chyba lepszego sposobu na pożegnanie go niż właśnie anegdota. Z Paolo w roli głównej. „(...) w Przeglądzie Sportowym (...) zdarzało się też, że do późna zostawał Paweł albo raczej – koło północy zjawiał się w redakcji, bo tak się noc potoczyła. Mówi do mnie: – Stanek, jedziesz do siebie po dyżurze? – Tak. – To byś mnie podrzucił na Wilanów! No to podrzucam, na Wilanowie dom uciech. Wychodzi ochroniarz: – A chłopak też wchodzi? Paweł popatrzył na wielkiego, dwumetrowego draba z politowaniem i powiedział: – Słuchaj, to nie jest żaden chłopak, tylko pan dyrektor ochrony. I jak pan dyrektor będzie chciał wejść to po prostu wejdzie, rozumiesz? Bo różnica między tobą a nim jest taka, durniu, że on ma pozwolenie na broń i może cię tu legalnie zastrzelić, rozumiesz? No, to zmykaj” – wspominał bliski współpracownik Paolo, Krzysztof Stanowski, na łamach portalu weszlo.com. A nam nie pozostaje już nic innego jak wypić toast za życie Pawła Zarzecznego. Zawsze był najlepszy.


Prezydent Andrzej Duda nadał pośmiertnie Pawłowi Zarzecznemu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

1

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP