Jestem lemingiem?
Leming musi mówić, co mu każą jego media i mentorzy – manipulatorzy. Antyleming w niczym nie może się zgodzić z lemingiem, co więcej, musi wszędzie lemingi tropić.

Tytułowa wątpliwość nie jest łatwa do rozstrzygnięcia. Określenie „leming”, które zrodziło się przed kilku laty w głowie błyskotliwej blogerki Kataryny, początkowo oznaczało ludzi, którzy pod wpływem paniki wywoływanej przez media brali udział w wyborach, przypominając w tym małe zwierzątka stadnie pędzące ku zagładzie. Z czasem definicja „leminga” zaczęła się jednak rozszerzać. Uświadomił mi to pewien znajomy, konserwatywny publicysta, zawsze idący na przekór powszechnym modom.

Oto więc lubię biegać. Właściwie jestem od tego uzależniony. Typowe dla leminga. Gram w tenisa, jeżdżę na rowerze, konno – sportowe nawyki pomnikowego leminga. Lubię sushi. Odpowiedzcie sobie sami. Ubiór – lemingowy, czyli nic szczególnego. Z dziećmi od czasu do czasu jeżdżę do multipleksów i oglądamy tam bajki, jedząc popcorn i popijając colę. Lubię wino i mądrzę się na jego temat ponad swoje kompetencje. Gotuję i czasem podglądam Okrasę w programach kulinarnych. Pijam kawę w sieciówkach.
W weekendy wypadam za miasto. Zimą – na narty. Robię zakupy w Internecie. Unikam produktów zawierających gluten, bo kilka lat temu wykryto u mnie celiakię. Wymieniać dalej?

Nie dość tego wszystkiego. Ostatnio stwierdziłem, że dostrzegam coś, czego porządny antylemingowiec, człowiek gardzący polskim, współczesnym drobnomieszczaństwem, absolutnie zauważać nie powinien. Powinien być twardy jak mój znajomy, który ma na sprowadzonym z USA samochodzie nalepkę, że to auto jest wybitnie nieekologiczne albo daleki krewniak, który nie może szkła wyrzucać do osobnego pojemnika, bo nie będzie ulegał ekoterrorystom. A ja, choć we wpływ człowieka na zmiany klimatyczne raczej nie wierzę, choć uważam, że autostrada na estakadach już lata temu powinna przeciąć dolinkę malowniczej rzeczki Rospudy, której bronili ekolodzy, to z drugiej strony, uwaga, dostrzegam smog. Tak, zimą, przy minus dziesięciu, a tyle jest za oknem, gdy piszę te słowa, jest smog. Albo, jak wolicie, syf w powietrzu. Osiada na szybach samochodu, czuć go nosem (córka tłumaczy, że w całej Warszawie „jakoś tak pachnie kiełbaską”), widać go. Wiem, że panikę wokół tego tematu nakręcają rozmaici polityczni psychole i biznesowi lobbyści. Że za sanacji, Gierka i Tuska bywał jeszcze większy i za tego ostatniego „Gazeta Wyborcza” do żadnego numeru maseczek nie dołączała. Nie zmienia to faktu, że ten syf w powietrzu istnieje i powinno się coś z nim zrobić.

A może jednak to nie ja jestem lemingiem? Może bezmyślne lemingi dorobiły się swoich lustrzanych odbić – antylemingów. Jak leming powie „tak”, to antyleming z automatu odpowie „nie”. Żadnego nie obchodzi, jak jest naprawdę. Leming musi mówić, co mu każą jego media i mentorzy – manipulatorzy. Antyleming w niczym nie może się zgodzić z lemingiem, co więcej, musi wszędzie lemingi tropić.

Może bezmyślne lemingi dorobiły się swoich lustrzanych odbić – antylemingów. Jak leming powie „tak”, to antyleming z automatu odpowie „nie”.

Chyba nie chce mi się zapisywać ani do jednych, ani do drugich. Nie zamierzam ani walczyć z efektem klimatycznym, ani maszerować w czarnych marszach, których uczestnicy średnio wiedzieli, o co w ogóle chodzi. Ale lubię biegać i chciałbym, żeby ktoś wreszcie zrobił coś z tym cholernym smogiem bez względu na to, który rząd rządzi. Poza tym, co to za leming, który zawsze biega samotnie?

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP