„Idź własną drogą"
Wywiad z Markiem Kamińskim, polskim podróżnikiem, autorem książek, założycielem fundacji i przedsiębiorcą.

Z Markiem Kamińskim, polskim podróżnikiem, autorem książek, założycielem fundacji i przedsiębiorcą, pierwszym zdobywcą obu biegunów Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz rozmawia Oliwia Kacprzak


Oliwia Kacprzak: Wróćmy do początków. Dziś jest Pan jednym z najsłynniejszych podróżników w Polsce – ale jak to się zaczęło?

Marek Kamiński: Myślę, że wszystko zaczęło się od książek, które czytałem w dzieciństwie. To one ukształtowały świat mojej wyobraźni, a przecież najważniejsze jest to, co mamy w głowie. Dzięki temu, że dla mnie powieściowe wyprawy stały się bardziej realne niż to, co mnie otaczało, zapragnąłem prowadzić właśnie takie życie. Bardzo silnie przeżywałem książki Amundsena, Verne’a czy Shackletona, czułem się jednym z ich bohaterów, wyobrażałem sobie, że płynę, jestem kapitanem Nemo… Dziś myślę, że świadczyło to o potędze wizualizacji, która jest jednym z narzędzi motywacyjnych. Skoro już w dzieciństwie wyobrażałem sobie takie rzeczy, to później podświadomie je realizowałem. W życiu podświadomość jest niezwykle ważna, wszystko wynika z wiary w marzenia. Wiele osób czyta książki, ale traktuje je jak fikcję, a ja byłem przekonany, że one opisują prawdę. Zaczęło się więc od tego, że uwierzyłem w bajki.

Zaczęło się więc od tego, że uwierzyłem w bajki.

A skąd bieguny, góry? Zawsze ciągnęło Pana do śniegu i zimna?

Zawsze ciągnęło mnie do jakichś wyzwań, a takie wyprawy były po prostu ich formą. Pamiętam wprawdzie scenę z dzieciństwa, gdy podczas Wigilii wyszedłem przed dom i położyłem się na lodzie, ale było to raczej podświadome działanie. Wszyscy zawsze bali się chłodu, gór czy biegunów i może w tym sensie mnie one pociągały. Nigdy nie dostrzegałem jednak w zimnie szczególnej wartości. Dla mnie liczy się ono właśnie jako wyzwanie, coś niebezpiecznego i nieznanego.

W 1996 roku, a więc rok po zdobyciu obu ziemskich biegunów, założył Pan działającą do dziś fundację pomagającą niepełnosprawnej młodzieży spełniać marzenia. Co stało za taką decyzją?

Z wykształcenia jestem filozofem i świat traktuję jako całość. Nie dzielę swojego czasu na podróże, pasję, pracę, bo to wszystko stanowi integralne części mojego życia. Dlatego właśnie szybko poczułem, że samo zdobywanie biegunów dla siebie i udowadnianie własnych możliwości ma swoje ograniczenia. Zawsze pozostawało pytanie: co dalej?, a nie mogłem przecież robić wciąż tego samego. Wtedy pomyślałem, by poprzez wyprawy zacząć pomagać innym. Już jako dziecko czytałem książki nie tylko podróżnicze, ale traktujące w ogóle o życiu i trudach, z jakimi muszą zmagać się ludzie – „Obcego”, „Dżumę”, „Upadek” oraz wiele innych. To zagadnienie było dla mnie szczególnie ważne, więc postanowiłem połączyć je z wyprawami, a dzięki temu one również stały się pełniejsze.

AA

Czy również to filozoficzne zaplecze popchnęło Pana do wyprawy na „Trzeci Biegun”, czyli odtworzenia trasy świętego Jakuba z Kaliningradu do Santiago de Compostela w 2015 roku?

Podczas mojego niedawnego pobytu w Izraelu wspiąłem się na Górę Synaj z kamiennymi tablicami przedstawiającymi Dekalog, co było symbolicznym dopełnieniem właśnie tej podróży do Santiago. Ponieważ wiedziałem, że będę stąpał śladami Chrystusa, przed wyjazdem zapytałem mojego syna, który ma dziewięć lat i niedługo przystąpi do sakramentu Pierwszej Komunii, o co powinienem spytać Jezusa, gdybym Go spotkał na swojej drodze. W odpowiedzi usłyszałem dwa pytania: „po co żyć?” i „po co istnieje świat?”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że sam od dziecka również zadawałem sobie te dwa pytania i wokół nich tak naprawdę ogniskuje się moje życie oraz wszystko, co robię. Oczywiście, z wykształcenia jestem filozofem, ale każdy stanowi przecież całość, której filozofia jest jedynie częścią. Przede wszystkim jestem człowiekiem i jako człowiek zadaję sobie wciąż te dwa pytania. Na każdym etapie życia próbuję na nie odpowiedzieć w inny sposób – bo przecież zmieniam się, coraz więcej wiem – i wędrówka śladem świętego Jakuba była jedną z takich prób.

Zbliżył się Pan do tych odpowiedzi?

Myślę, że tak. Dzięki drodze do Santiago de Compostela zrozumiałem przede wszystkim, jak ważne są trzy pojęcia: akceptacja, wdzięczność i uważność. Akceptacja tego, co przynosi życie, wdzięczność za to, że w ogóle żyjemy i uważność, czyli bycie tu i teraz.

Na czym w takim razie polega metoda Biegun, którą opracował Pan po powrocie z tej wyprawy?

31 maja w Warszawie odbędzie się konferencja pod hasłem „Discover The World and Yourself”, podczas której przedstawię szczegółowe założenia metody Biegun. Opisuję ją także w mojej najnowszej książce „Idź własną drogą”. W skrócie składa się ona z dziesięciu kroków, które opracowałem na podstawie wszystkich swoich wypraw. Chciałem w ten sposób wyjaśnić, jak to się stało, że przeciętnemu chłopakowi z przeciętnej polskiej rodziny – bo moi rodzice nie mieli szczególnie wysokiej pozycji społecznej czy dużego zaplecza finansowego – udało się zdobyć dwa bieguny. Zawsze postępowałem według jednej metody, którą udoskonalałem przez całe życie, a po raz pierwszy spisałem przy okazji wyprawy z Jaśkiem Melą i projektu „Razem na biegun”. Pierwszy krok to „odkryj swój biegun”, ostatni – „poznaj samego siebie”, a po drodze są takie etapy, jak „mapa drogi”, „wizualizacja przygotowań”, „najlepszą praktyką jest dobra teoria”, „dwa bieguny”… Metoda ta związana jest przede wszystkim z motywacją oraz tym, jak mimo przeciwności podążać do celu i osiągnąć go lub radzić sobie z tym, że się to nie udało.

2

Wydaje się Pan współczesnym człowiekiem renesansu. Żeby podróżować, założył Pan firmę, stworzył Pan też wspomnianą fundację. Jest Pan więc podróżnikiem, przedsiębiorcą, pisarzem edukatorem, a przy tym również mężem i ojcem. Wiele osób w takiej sytuacji rezygnuje ze spełniania marzeń lub realizacji pasji, a Pan dowodzi, że można to łączyć. W jaki sposób?

Podstawą jest wyznaczenie priorytetów. Trzeba określić, ile czasu poświęca się na różne obszary swojego życia i jakie role się w nich spełnia, bo inna jest przecież rola ojca i podróżnika, a inna założyciela firmy. Należy pamiętać, że każdy ma swoją drogę, a w życiu nie chodzi o to, by koniecznie godzić różne działania – ważne, by podążać za intuicją i przede wszystkim być sobą. Z drugiej strony nie oznacza to też, że musimy skupić się na poszczególnych zadaniach, a bycie ojcem i przedsiębiorcą wyklucza spełnianie marzeń. Wydaje mi się to dużym uproszczeniem, bo robić można przecież znacznie więcej. Wymaga to oczywiście odpowiedniej wiedzy, treningu i organizacji życia, ale z pewnością jest to możliwe. Stąd właśnie między innymi metoda Biegun i wspomniana konferencja.

Warto więc krytycznie podchodzić do wizerunków promowanych przez media, znajomych czy nawet uczelnie. Nie ufać im bezgranicznie. Najważniejsze to poznać siebie i starać się być sobą.


Jakich wskazówek mógłby Pan zatem udzielić młodym ludziom, którzy chcieliby podążyć podobną drogą do Pańskiej?

Żeby zawsze dążyli do bycia sobą, a nie kimś innym. To, że w wywiadach czy filmach widzą, że ktoś coś robi, nie oznacza, że oni mają robić to samo. Młodzi ludzie często postępują tak, jak mówią inni – choćby rodzice, którzy sugerują: „musisz mieć pieniądze, określone wykształcenie, być tym lub tamtym” – a później, po latach, stwierdzają nagle, że inaczej wyobrażali sobie swoje życie. Tylko wtedy jest już za późno. Każdy człowiek ma zapisane przeznaczenie, posiada określone predyspozycje, czegoś chce i o czymś marzy, więc jeśli nie może być sobą, pozostanie nieszczęśliwy. Z zewnątrz jego życie zawodowe czy rodzinne może wydawać się udane, ale jeśli nie będzie robił tego, co jest dla niego ważne, pozostałe sfery również przestaną mieć znaczenie. Warto więc krytycznie podchodzić do wizerunków promowanych przez media, znajomych czy nawet uczelnie. Nie ufać im bezgranicznie. Najważniejsze to poznać siebie i starać się być sobą.

Podróż przez życie przecież nigdy się nie kończy i na każdym kroku czeka na nas coś nowego.

Zaczęliśmy od przeszłości, więc na koniec pytanie o przyszłość. Wiemy już o konferencji i książce „Idź własną drogą” – a co z planami podróżniczymi? Gdzie teraz Pana ciągnie?

Obecnie kręcę film dokumentalny „Dziesięć dni w Izraelu z Dekalogiem”. Myślę też o podróży dookoła świata, ale bardzo nowatorskiej, w duchu nowoczesnego nomada – elektrycznym samochodem. To projekt „No Traces Expedition”, czyli ekspedycja bez śladu, która nie wywiera negatywnego wpływu na środowisko. Właśnie przygotowuję trasę prowadzącą między innymi przez Syberię, Japonię i Stany Zjednoczone. Nad projektem pracuję wspólnie z Mateuszem Kusznierewiczem, który organizuje przyjazną ekologicznie wyprawę jachtem dookoła świata. Poza tym jesienią planuję wydać książkę dla dzieci pod tytułem „Marek i Czaszka Jaguara”, której akcja toczy się w Meksyku. Obecnie uczę się też jednocześnie hebrajskiego i japońskiego, co stanowi spore wyzwanie. Myślę o kolejnych książkach, kolejnych filmach… Przede mną wiele różnych wypraw, bo podróż przez życie przecież nigdy się nie kończy i na każdym kroku czeka na nas coś nowego.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP