Hollywoodzka wojna światów
Hollywood jest przesiąknięte lewicową ideologią od rewolucji pokolenia ‘68, które przecież naznaczyło całą zachodnią cywilizację.

Hollywood to stolica światowego lewactwa? Taki mit chętnie jest powtarzany wśród prawicy. Jest w nim jakaś prawda. Hollywood jest przesiąknięte lewicową ideologią od rewolucji pokolenia ‘68, które przecież naznaczyło całą zachodnią cywilizację. Liberalne (w rozumieniu jankeskim – lewicowe) dogmaty są w fabryce snów szczególnie mocno pielęgnowane.

Hejt (bo krytyką tego nazwać nie można) płynący z Hollywood w stronę Donalda Trumpa potwierdza to w 100%. A przecież jeszcze niedawno Trump znajdował się w samym jądrze hollywoodzkiej popkultury. Niemniej jednak utożsamianie Hollywood przez prawicę z całym złem świata wynika z jej kompletnej nieznajomości kultury popularnej. Trudno się temu dziwić. Prawica dawno porzuciła zainteresowanie kulturą w ogóle, gdy przegrała wojnę światów z Antonio Gramscim. Trudno oczekiwać by zrozumiała jej wersję pop.

„Bóg w Hollywood”

Pisałem w wielu tekstach i w mojej książce „Bóg w Hollywood”, że amerykańskie kino mimo wszystko wciąż jest wrażliwe na chrześcijan. Z powodów czysto komercyjnych. Amerykanie to wciąż najbardziej religijny naród zachodniej cywilizacji, co przekłada się na oczekiwania widzów. Dowód? Choćby ostatni rok. Dowiódł on, że konserwatywne wartości są coraz mocniej akcentowane w mainstreamowym kinie. Nie chodzi mi już tylko o omawiany, również w Polsce, na każdej możliwej płaszczyźnie serial „Młody papież” Paola Sorrentino, który mimo swojej przewrotności i niejednoznaczności zachwycił nawet tradycjonalistów katolickich. Konserwatywne i chrześcijańskie wartości są coraz mocniej akcentowane w kinie, bo zachodnie społeczeństwa wyraźnie skręcają w prawo. Producenci z Hollywood są tego świadomi, a oni ponad każdą ideologię czy wartości kochają zielone banknoty.

Eastwood, Scorsese, Gibson

Tylko w roku 2016 powstało w amerykańskim kinie kilka znaczących filmów z silnym akcentem konserwatywnym. Clint Eastwood dwa lata temu oburzył lewicę i zachwycił prawicę „Snajperem”. W tym roku nakręcił biografię bohaterskiego pilota, który wylądował boeingiem na rzece Hudson. „Sully”, który był jednak filmem libertariańskim, a nie konserwatywnym. Chrześcijańskie przebudzenie nastąpiło natomiast u Martina Scorsesego, który po nakręceniu najbardziej grzesznej w swojej karierze wizji, czyli „Wilka z Wall Street”, zrealizował „Milczenie” .

Opowieść o jezuickich misjonarzach, którzy doświadczają prześladowania w XVII-wiecznej Japonii pokazuje, że Scorsese wciąż ma wiele pytań o istotę wiary. Nie jest to już „bluźnierca” z niesłusznie postępianego „Ostatniego kuszenia Chrystusa”, ale wciąż wątpi i doświadcza dramatycznego rozdarcia między duchowością i cielesnością. Być może dlatego nikt dawno nie stawiał w kinie tak poważnych teologicznych pytań i nie zrobił filmu tak dojrzałego religijnie jak on.

Chrześcijańskie przebudzenie nastąpiło natomiast u Martina Scorsesego, który po nakręceniu najbardziej grzesznej w swojej karierze wizji, czyli „Wilka z Wall Street”, zrealizował „Milczenie” .

Po dekadzie banicji powrócił też Mel Gibson. Upadła moralnie po spektakularnym sukcesie „Pasji” czarna owca Hollywood zekranizowała biografię żołnierza, który podczas wojny z Japonią na Pacyfiku odmówił noszenia karabinu. Mimo prześladowania ze strony innych żołnierzy i wizji więzienia niezłomnie bronił swoich religijnych przekonań. Stał się bohaterem, który mimo spadającego wokół gradu kul uratował dziesiątki amerykańskich żołnierzy. Stał się sumieniem armii, został uhonorowany najwyższymi odznaczeniami przez prezydenta Trumana. Obronił swoje przekonania i dał świadectwo tego, czym jest istota wiary.

Zarówno subtelny teologiczny traktat Scorsesego, jak i krwawa, szalona katecheza Gibsona opowiadały o tym samym: potrzebie obrony wartości mimo faktu, że świat oszalał. Czyż to nie perfekcyjne obrazy w dzisiejszym, pełnym cywilizacyjnych napięć świecie?

Popkulturowy konserwatyzm

Również w czysto rozrywkowym kinie można dostrzec starcie wielkich idei. „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” poza tym, że jest kolejną częścią komiksowej, widowiskowej sagi spółki Disney-Marvel, prezentuje świetnie nakreślone, typowo amerykańskie starcie libertarianizmu z neokonserwatyzmem. Drużyna Avengers rozpadła się przez zderzenie dwóch wizji Ameryki. Czy można poświęcić wolność w imię bezpieczeństwa, czy jednak do końca należy bronić wolności jednostki przed wszechwładnym rządem?

Nie mniej ciekawie takie wartości jak rodzina, wiara i poświęcenie dla bliźnich nakreślono w niezależnym połączeniu westernu i horroru – „Bone Tomahawk” z Kurtem Russellem w głównej roli. Nieczęsto się zdarza by w tak eklektycznym gatunkowo filmie to chrześcijanin był jedynym czystym bohaterem i wzorem do naśladowania.

Jeżeli dodamy do tego bardzo ciekawy biblijny dramat – „Zmartwychwstały”, który przypomina tradycyjne, sandałowe kino konserwatywnego Hollywood lat 50-tych czy kolejną teologiczną perełkę ekscentrycznego Terrence’a Malicka „Rycerz Pucharów”, to możemy śmiało powiedzieć, że 2016 rok pokazał mocny powrót chrześcijańskich wartości do mainstreamu. Czy jest to stały trend? To się okaże.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP