Historia, która wbija w fotel
O sukcesie filmu „Niezwyciężeni” z Rafałem Pękałą z IPN, koordynatorem tego projektu, rozmawia Agnieszka Niewińska.

Film „Niezwyciężeni” zdobył dużą popularność w Internecie. Skąd pomysł, by o historii Polski opowiedzieć w stylistyce gry komputerowej?

Pomysł na taką produkcję narodził się w IPN. To jak ostatecznie wygląda, to efekt współpracy ze studiem Fish Ladder / Platige Image i firmą Juice, które nadały mu charakter artystyczny. Nie chodziło nam o stworzenie filmu przypominającego grę komputerową. Mieliśmy pomysł na animację pokazującą w atrakcyjny sposób historię Polski, której głównym odbiorcą będą młodzi ludzie oraz obcokrajowcy. Chodziło nam o to, żeby zachęcić młodych ludzi do poznawania naszej historii. Osiągnęliśmy jednak jeszcze jeden cel. Film wzbudza poczucie dumy z własnej historii. Nie do końca się tego spodziewaliśmy.

Osiągnęliśmy jednak jeszcze jeden cel. Film wzbudza poczucie dumy z własnej historii.

Chcieliście w nieco ponad cztery minuty opowiedzieć 50 lat historii Polski?

Plan był taki, żeby pokazać rolę Polaków w II wojnie światowej. A w naszym przekonaniu wojna nie skończyła się dla nas w 1945 r. Wpadliśmy w łapy kolejnego okupanta, zniewolenie przeciągnęło się na kolejne 45 lat. Chcieliśmy pokazać drogę Polaków do odzyskania niepodległości w 1989 r. i to, że od początku wojny stawialiśmy najeźdźcom opór, sprzeciwiliśmy się zniewoleniu zarówno zbrojnemu, jak i mentalnemu. Film kończą nieco zapomniane już słowa gen. Witolda Urbanowicza, dowódcy dywizjonu 303: „My nie błagamy o wolność. My o nią walczymy”. Wypowiedział to zdanie w jednym z wywiadów dla brytyjskiej prasy. Doskonale oddaje postawę Polaków.

Plan był taki, żeby pokazać rolę Polaków w II wojnie światowej. A w naszym przekonaniu wojna nie skończyła się dla nas w 1945 r.

W filmie jest wiele alegorycznych scen. Żołnierz zamknięty między dwiema ścianami, symbolizującymi napad Niemców i ZSRS, czy pomnik amerykańskiego prezydenta, który odwraca się od Karskiego przynoszącego informacje o Holokauście. IPN musiał ściśle współpracować z twórcami.

Film powstawał przez rok i choć główny proces twórczy odbywał się w studiu Platige, to wielokrotnie konfrontowaliśmy nasze pomysły. Dopiero w ostatnich miesiącach mogliśmy zobaczyć, jak ten film będzie wyglądał. Wcześniej pracowaliśmy na uproszczonych rysunkach i prostej animacji. Wyzwaniem było przekroczenie progu własnej wyobraźni. Wiele symbolicznych scen powstało w ramach dyskusji. Dwie ściany, które próbują zamknąć osamotnionego żołnierza, to zasługa Krzysztofa Noworyty, Marcina Kobyleckiego oraz Michała Misińskiego. My początkowo myśleliśmy o dwóch kulach, które uderzają w polskiego żołnierza. Ściany okazały się świetnym pomysłem. Scena z Karskim od początku była pewna – wiedzieliśmy, że wejdzie do filmu – artyści z Fish Ladder wyobrazili sobie amerykańskiego prezydenta jako pana świata, który patrzy z wysoka na młodego Karskiego, przybywającego z misją poinformowania opinii publicznej i przywódców Zachodu o sytuacji w Polsce i o losie Żydów. Scena ma odzwierciedlać postawę Zachodu, który mając wiedzę, nie zrobił nic w kwestii pomocy Żydom.

Lektorem wersji angielskiej został znany m.in. z „Gry o tron” Sean Bean. Trudno było go namówić do udziału projekcie?

Zwróciliśmy się do kilku aktorów m.in. do Toma Hanksa. Odpowiedział nam właśnie Sean Bean. Zobaczył film i szybko się zgodził. Nagranie odbyło się w Rzymie i choć Bean miał dla nas mniej niż godzinę ostatecznie w studiu spędził trzy. Uważał, że pewne rzeczy można poprawić, powiedzieć inaczej. Chciał wiedzieć, co czyta, rozumieć kontekst. Tłumaczyliśmy mu sceny z filmu. To, co słyszymy w wersji angielskiej, to duży wysiłek interpretacyjny Seana Beana.

Feministki narzekają, że w filmie poza Ireną Sendlerową nie pojawia się żadna inna kobieta.

Chciałbym to sprostować. W filmie pokazujemy trzy kobiety. Nie chcieliśmy jednak nazywać postaci. Nie mają autentycznych fizjonomii, a jedynie pewne atrybuty, po których można je rozpoznać. To jest pewnego rodzaju gra z odbiorcą. Pierwowzorem przy scenie skoku cichociemnych była Elżbieta Zawacka „Zo”. Kształty kobiece są w animacji zachowane, ale Zawacka jest przedstawiona w stroju komandosów brytyjskich. Trzecią kobiecą postacią jest mało znana Teodora Żukowska „Milena” ‒ agentka kontrwywiadu AK. Widzimy ją za szybą, kiedy kopiuje tajne dokumenty. Żukowska pracowała w urzędzie gubernatora dystryktu warszawskiego i przyczyniła się do powodzenia zamachu na Franza Kutscherę. Była naszym asem wywiadu.

Czy film był oglądany zagranicą?

Po premierze 15 września film masowo oglądali Polacy. Po kilku dniach zwróciliśmy uwagę, że 70 proc. odtworzeń jest z zagranicy: z Rosji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Ukrainy. Odkąd pojawiły się napisy w języku hiszpańskim i koreańskim był oglądany i w Hiszpanii, i w Korei. Myślę, że Polacy ‒ w tym osoby publiczne, politycy, ambasadorzy ‒ po zapoznaniu się z filmem udostępniali go zagranicznym znajomym. Film w pewnym momencie zaczął się sam promować. To był efekt kuli śnieżnej, ale nie byłoby tego, gdyby nie był dobry jakościowo, gdyby nie przyciągał uwagi odbiorcy.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP