Diss na ekologów
Ostatnio, ze zdziwieniem, choć niezbyt wielkim, odkryłem, że większość moich znajomych dziennikarzy wprost nienawidzi myśliwych. I żeby było jasne nie chodzi o jakiś mówiących komunikatami broszur Komisji Europejskiej aktywistów „Krytyki Politycznej” czy działaczki feministyczne.

Chodzi także o ludzi, którzy z reguły przejawiają tak zwane konserwatywne poglądy, nie lubią politycznej poprawności, część z nich chodzi nawet do Kościoła, lubią Żołnierzy Wyklętych. Ale myśliwych nie lubią. Na trudne pytanie, jak to jest, że różni nasi dawni bohaterowie, ze wspomnianymi Żołnierzami Wyklętymi także polowali, i to nie tylko jak byli w lesie po 1944 roku i musieli coś jeść, ale i przed 1939, kiedy robili to dla rozrywki, owi znajomi odpowiadają, że kiedyś było inaczej.

Żeby było jasne, nie jestem myśliwym, ryby łowiłem ostatnio z 15 lat temu bez sukcesów, ale ani konsumpcja szczupaka po odprowadzeniu odpowiedniej opłaty do dbającego za zarybianie Polskiego Związku Wędkarskiego, ani odstrzelenie nadprogramowej, niszczącej pola populacji dzika, nie wydaje mi się czymś zbrodniczym bądź obrzydliwym. Działaczy ekologicznych jeszcze rozumiem. Tych wszystkich ludzi w skórzanych paskach i butach, którzy nie jędzą mięsa tylko kapustę, ale nie rozumieją, że jak dziki zadepczą chłopom pola to i kapusty nie będzie. Rozumiem, bo zawsze rozumiałem, że mają się oni do prawdziwych ekologów, specjalistów od ekosystemów, tak jak uroda kanara w tramwaju do żółtego, śpiewającego ptaszka. Miałem na roku kolegę, który bardzo chciał zostać aktorem. Nie mógł dostać się do szkoły aktorskiej więc poszedł na dziennikarstwo. Dalej chciał być aktorem, ale jedyne co mu się udało to zagrać w jakiejś reklamie. W końcu został znanym działaczem ekologicznym. Tyle w temacie.

Przyczyny są skrajnie infantylne. Sarenki, łosie, a ostatnio zwierzęta futerkowe, króliczki, nuterki, norki, są słodziutkie.

Ale czemu udziela się to wszystkim? Także tym, którzy na co dzień z ekologów się śmieją? Także tym, którzy śmiali się kilkanaście lat temu z towarzystwa, które zablokowało najważniejszą inwestycję drogową na Litwę z powodu rzeczki, której powstanie jak się okazało, było efektem ludzkiej działalności? Oczywiście istotne jest i to, że Jarosław, wiecie który, kocha zwierzęta i myśliwych nie lubi. Więc oni też nie lubią. Ale nie tylko.

Przyczyny są skrajnie infantylne. Sarenki, łosie, a ostatnio zwierzęta futerkowe, króliczki, nuterki, norki, są słodziutkie. Odgrywają zawsze dobre role w bajkach Disneya i współczesnych filmach rysunkowych z podłożonymi głosami Stuhra albo Malajkata. Nie to co na przykład szczury. Dlaczego nikt nie staje w ich obronie? Ostatnio działania przeciwko tym sympatycznym zwierzętom podjęły niemal równocześnie władze Paryża i Wrocławia. Jak to jest, że jeśli władze Warszawy powołałyby specjalny sztab do odłosiania byłby wielki skandal, a odszczurzać mogą do woli? W końcu szczury służą nauce, ponoć są najinteligentniejszymi ssakami, pierwsze uciekają ze statków dzięki czemu ratują się marynarze. Owszem w Średniowieczu roznosiły dżumę, ale nie mamy już Średniowiecza i dżumy, a więcej chorób niż od szczura można złapać od domowego kota, choć pewnie z tą opinią nie zgodziłby się wiecie kto.

W sumie śmiem twierdzić, i mam na to historyczne dowody łatwe do znalezienia w Wikipedii, że pomimo fakapu z dżumą to generalnie szczurom ludzkość zawdzięcza o wiele więcej niż łosiom. Co więcej, każdego roku w Polsce na drogach kilka osób ginie w zderzeniach z łosiami, o szczurzych ofiarach jakoś nie słyszałem. I co? Wszyscy i tak troszczą się o łosie, a szczury mają w czterech literach. Tak to już jest, jak Disney zaczyna rządzić światem, a nie zdrowy rozsądek.

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP