Cztery powody, dla których warto uczyć  się od Estonii
Stosunki polsko-estońskie zawsze układały się bardzo dobrze. Prezydent Toomas Hendrik Ilves zaprosił Andrzeja Dudę do złożenia wizyty w Tallinie już dzień po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów.

Jednak, mimo że Estonia również jest członkiem Unii Europejskiej i także leży nad Bałtykiem, to dla wielu Polaków ten kraj pozostaje niemal anonimowy. Ale chociaż ma niewielką powierzchnię i potencjał demograficzny, to nie zasługuje na lekceważenie, a nawet może służyć za wzór prowadzenia polityki w różnych aspektach. Nie tylko dlatego, że dzięki inflanckiemu epizodowi i uniwersytetowi w Dorpacie dzielimy z nim część swojej historii.

1. Wszechobecne technologie informacyjne

Gdyby Estonia tylko chciała, miałaby pełne prawo do zmiany nazwy na E-stonia. W sierpniu ubiegłego roku, po pięciu latach od wprowadzenia tej usługi, już 100 tysięcy mieszkańców tego państwa posiadało mobilne dowody tożsamości. Pozwalają one obywatelom posługiwać się podpisem elektronicznym przez smartfona. Premier Taavi Rőivas deklaruje, że sygnuje w ten sposób niemal wszystkie dokumenty. Rządowa platforma wymiany danych X Road umożliwia lekarzom wypisywanie recept on-line, policji – dostęp do bazy danych z dowodami rejestracyjnymi, a wszystkim Estończykom – m.in. możliwość ubiegania się o środki z pomocy społecznej.

Jak powiedział w wywiadzie dla portalu „Przegląd Bałtycki” Siim Sikkut, doradca rządu w zakresie technologii informacyjnych, jego ojczyzna postawiła na nowoczesne metody komunikacji z petentami, ponieważ walcząc ze skutkami krachu gospodarki komunistycznej, musiała znaleźć sposoby efektywnego świadczenia usług administracyjnych bez zatrudniania armii urzędników i narażania budżetu na nadmierne koszty. Miłość Estończyków do innowacji wydaje się nie mieć granic. Jedną z atrakcji prezydencji tego kraju w UE będą testy autobusów bezzałogowych na drogach publicznych – na razie z awaryjnymi kierowcami.

2. Konsekwentna polityka obronna

Można złośliwie powiedzieć,że w ten sposób Estonia sama prosi się o problemy, ponieważ jej system informatyczny był oczywistym celem dla rosyjskich hakerów w okresie konfliktu wokół postsowieckich symboli w 2007 r. Demolowanie placówek dyplomatycznych i nieustanna groźba aktywizacji „zielonych ludzików” spośród miejscowej ludności rosyjskojęzycznej nie zawróciły jednak republiki z prozachodniego kursu ani nie skłoniły tamtejszych oficjeli do zaprzeczania, że ZSRR był nad Bałtykiem okupantem. Estonia nigdy nie zrezygnowała z poboru do wojska ani z koncepcji totalnej obrony państwa z dużym udziałem ludności cywilnej, co ma zrekompensować brak wojsk pancernych i lotnictwa bojowego. Konsekwentnie przestrzega narzucanej przez NATO zasady wydawania na cele militarne 2% PKB.

3. Odcięcie się od przeszłości

Obserwując przysłowiowe „panie Grażynki” w polskich urzędach, można bez większego problemu zaryzykować twierdzenie, że bez pokoleniowej wymiany kadr polityka „tygrysiego skoku” cywilizacyjnego nie miałaby szans powodzenia. Proces lustracji w Estonii napotkał poważne przeszkody z powodu wywiezienia kartotek KGB do Rosji, więc już w 1991 r. funkcjonariusze państwowi musieli składać „przysięgę sumienia”, czyli deklarację o braku powiązań z sowieckimi służbami, a wyjazd lub utrata praw obywatelskich przez biurokratów starej daty umożliwiły awans przedstawicielom pokolenia lepiej rozumiejącego wymogi współczesności. Nadbałtycki kraj nie ustrzegł się jednak w 2008 r. skandalu szpiegowskiego, ale estońska Policja Bezpieczeństwa nie próbowała go ukrywać. Co roku publikuje w Internecie obszerny raport na temat swoich działań. W dawnym bloku wschodnim nie jest to oczywistością.

4. System podatkowy

W Estonii działa ponad 400 start-upów, które w 2016 r. zarobiły ponad 108 mln dolarów. Kraj kusi zagranicznych przedsiębiorców programem E-rezydencja, czyli mówiąc w skrócie, mobilnym dowodem osobistym dla osób mieszkających poza Estonią. Na pochwałę zasługuje konstytucyjny zapis o konieczności zachowywania równowagi budżetowej oraz prostota przepisów o zakładaniu firm. Stawka liniowego podatku dochodowego od osób fizycznych i prawnych wynosi 20%. Jak zauważył Jakub Mateusz Marcinkowski z „Obserwatora Finansowego”, warto byłoby także rozważyć wprowadzenie w Polsce całkowitego zwolnienia od opodatkowania zysków reinwestowanych przez firmy. Obciążenie daniną jedynie wypłacanych dywidend rozwiązuje problem nadmiernego drenażu kieszeni akcjonariuszy.

Jeżeli dodamy, że estońscy gimnazjaliści zajęli w 2016 r. trzecie miejsce w badaniach PISA, to możemy chyba z całą pewnością stwierdzić, że ich ojczyzna może być spokojna o swoją przyszłość...

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP