Cymbergaj – w to mi graj
Rzut okiem na zdjęcie ilustrujące ten tekst i przeczytanie tytułu może wywołać pewien dysonans poznawczy. Nic dziwnego: ci chłopcy… nie grają w cymbergaja. W dodatku tuż poza kadrem tej fotografii znajdują się himalajskie szczyty. Tak się dzieje, gdy inspiracja do napisania o rodzimym cymbergaju dopada cię w Nepalu. I wodzi za nos.

Łukasz Smogorowski


Bhratang, mała wioska na szlaku wokół Annapurny, niemal pół kilometra wyżej niż Rysy. Kilku Nepalczyków odbija krążki na prostokątnym stole. Pomyślałem: lokalna odmiana cymbergaja, niesamowite! Jak tu dotarł? Kiedy się zadomowił? W głowie od razu zaczął układać mi się tekst o rodzimym cymbergaju i jego podróży w świat. Czy wyruszył z Polski? Przywieźli go emigranci czy podróżnicy? To dopiero inspiracja! Nie minęło jednak pół minuty i zorientowałem się, że… coś w tej grze nie gra. Moja inspiracja nie jest tym, za co się podaje. Nie jest cymbergajem.

Ślady z Azji prowadzą do Warszawy

Chłopcy ze zdjęcia grają w coś, co bardzo przypomina bilard. Zamiast kija – palce, zamiast bil – krążki. Zamiast sześciu – cztery łuzy. Rolę białej bili pełni striker, jest też krążek-królowa w roli czarnej bili. Tego jednak dowiedziałem się już w Katmandu. Ozyt Chhetri, właściciel hostelu Sparkling Turtle zdradził mi, że carrom – bo tak się nazywa ta gra – jest bardzo popularna w innych krajach Azji, szczególnie w Indiach. Tam też blisko 200 lat temu upowszechniła się jej obecna postać. Nazywa się ją również indyjskim bilardem. Nie jest tak stara jak kości znajdowane już w liczących sobie trzy tysiąclecia grobowcach egipskich, ale żeby doszukać się jej początków, trzeba odbyć podróż niemal po całej Azji i cofnąć się o kilka, a może nawet kilkanaście stuleci. W carrom, w różnych wersjach, gra się m.in. w Chinach, Pakistanie, Bangladeszu, na Sri Lance. A także w obu Amerykach i Europie. Podążając dalej jej śladem trafiłem… do Warszawy. W stolicy działa Polskie Stowarzyszenie Carrom (carrom.pl). Pod nosem.

W carrom, w różnych wersjach, gra się m.in. w Chinach, Pakistanie, Bangladeszu, na Sri Lance.

W poszukiwaniu wspaniale traconego czasu

A co się stało z naszym cymbergajem? Otóż grywa się w niego do dziś. Często mylony jest z grą air hockey – ulubioną rozrywką plażowiczów nad Bałtykiem. To jednak zupełnie co innego. Historia cymbergaja sięga mniej więcej sto lat wstecz. Od tamtego czasu niewiele się zmienił: wciąż polega na tym, żeby na miniaturowym boisku wbijać monetą-zawodnikiem monetę-piłkę do bramki przeciwnika, używając do tego grzebienia lub linijki. Grając jeden na jeden lub zespołowo. Boisko proporcjami zbliżone jest do piłkarskiego, ale mierzone w centymetrach. Zasady gry bardzo dokładnie opisał na stronie ksbaszta.pl Janusz Sowa, który przez wiele lat popularyzował cymbergaja, opiekował się cymbergajową sekcją w krakowskim Domu Kultury SM „Nowy Bieżanów”, organizował zawody i sam zdobył pokaźną liczbę trofeów. Wraz z podopiecznymi spędził wiele godzin na rozgrywkach, uznając to za czas wspaniale „stracony”. Podkreślał integracyjny charakter, sportową rywalizację, ćwiczenie refleksu i, po prostu, dobrą zabawę. Podobnie o carrom mówił Ozyt. To samo pewnie powiedzieliby ci, którzy grali w pchełki, dwanaście patyków, obitkę, kapsle i wiele innych.

Co się stało z naszym cymbergajem? Otóż grywa się w niego do dziś.

Wzloty i upadki

Cymbergaj rozwijał się w nieco odmiennych formach w różnych krajach, np. na Węgrzech przybrał postać odmiany piłki guzikowej – gombfoci. Cymbergajowa etymologia też jest ciekawa – „Wielki Słownik Wyrazów Obcych” z 2008 r. wiąże ją ze spolszczoną formą dialektowego wyrażenia z jidysz, oznaczającego „do mnie idź”. Wcześniej, w 1995 r. – po analizie opartej również na obcojęzycznych słownikach – językoznawcy z PAN wskazywali na inny źródłosłów: „cymber” ma oznaczać monetę, a „gaj” – wprawianie jej w ruch. W 2015 r. w wywiadzie dla Dziennika.pl Jan Miodek powiedział, że grał w cymbergaja często, ale choć długo szukał odpowiedzi, dalej nie wie… skąd ta nazwa pochodzi. Bądź tu mądry i pisz o cymbergaju…

Szczyt popularności cymbergaja przypadł w Polsce na lata 60. i 70. ubiegłego wieku. Najgorszy okres to koniec lat 80., gdy w obiegu nie było już praktycznie monet; na początku lat 90. banknot stuzłotowy był odpowiednikiem dzisiejszego grosza. Na ratunek przyszła w 1995 r. denominacja. Teraz na ratunek cymbergajowi przychodzi liczne grono graczy-pasjonatów. Może nawet… trafi kiedyś do Nepalu!

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP