Co wynalazł Cliff z Cardiff czyli depresyjny Blue Monday
Kiedyś ludzie mieli prawo do obrony w sądzie, głosowania, emerytury, na którą płacą składki.

Wbrew światowym trendom ja jakoś w ogóle tej globalnej depresji nie odczuwam. Zabierając się do pracy, słucham Lemmy’ego Kilmistera z Motorhead, który jak pełen energii żył, tak i pełen energii zmarł, nie mając bladego pojęcia o tajemniczym #BlueMonday.

Jest poniedziałek, 16 stycznia godzina wczesna rano. Za oknem rozpływający się śnieg. Zamiast słońca chmury. Pod chmurami osławiony smog. Ja właśnie po zakończeniu choroby wywołanej przez rotawirus, z wciąż trwającymi resztkami zapalenia oskrzeli siadam do komputera. Wcześniej zdążyłem w telefonie zajrzeć do Twittera. Wszystko tam po staremu. Nikt się nie zmienił. Wszyscy myślą to samo, co myśleli. Niektórzy po staremu się obrażają. Z innych rzeczy wyczytałem, że dziś #BlueMonday, dzień, w którym mamy prawo być wyjątkowo przygnębieni. Tak przynajmniej, między innymi według @rzeczpospolita, twierdzą naukowcy. No a skoro twierdzą naukowcy…

Tak więc dziś mamy prawo do depresji. Niedługo będą Walentynki, więc będziemy mieli prawo kochać, ale dziś pogrążamy się w smutku, korzystając z przyznanego nam prawa.

Mamy prawo czuć się źle. Nie tylko „możemy”, ale mamy prawo. Ktoś urodzony dawno myślałby, że to jasne, może czuć się źle, bo wolno mu wszystko, co nie jest zabronione. A przecież nikt nie zabroni czuć się źle. Ale dziś prawo to rodzaj gwarantowanego świadczenia. Kiedyś ludzie mieli prawo do obrony w sądzie, głosowania, emerytury, na którą płacą składki. Ogólnie rzeczy, które gwarantuje im państwo po to, by mogli normalnie, sprawiedliwie w nim żyć i czuć się bezpiecznie. Potem okazało się, że praw jest więcej. Na przykład prawo do godnego życia. A co jeśli ktoś jest oszustem, chamem i łobuzem? Czy ktoś mu pomoże w wyegzekwowaniu jego prawa? Czy też posiadanie „prawa”, jest jak myślenie magiczne, w którym coś się sprawdza tylko dlatego, że ktoś tak pomyśli? A więc cham i łobuz żyje godnie tylko dlatego, że uważa, że tak jest. Ewentualnie, mamy do czynienia ze zbiorową hipokryzją, tudzież – jak to mawiają psychologowie – wyparciem i wszyscy mają udawać, że cham i łobuz to godnie żyjąca jednostka.

Tak więc dziś mamy prawo do depresji. Niedługo będą Walentynki, więc będziemy mieli prawo kochać, ale dziś pogrążamy się w smutku, korzystając z przyznanego nam prawa . I tak mamy szczęście, że nie jesteśmy w Holandii ani w Szwajcarii, bo państwo mogłoby nam szybko przyjść z pomocą. I to taką, że Walentynek już byśmy nie zobaczyli. Kilka tygodni temu czterdziestodwuletni alkoholik, ojciec dwójki dzieci z miasteczka Overijssel, otrzymał zastrzyk od uroczej pani pielęgniarki. Facet był skacowany, nie chciało mu się dłużej żyć, więc zadzwonił. A w końcu eutanazja zawsze tańsza, niż wieloletnia terapia. W #BlueMonday „kilerski” biznes musi nieźle kwitnąć.

Tak więc moje jednostkowe doświadczenie potwierdza wcześniejszą intuicję. #BlueMonday nie istnieje.

Bardzo mnie ciekawi, kto go wynalazł. Co to za naukowcy, z jakich to instytutów i jakiej metodologii użyli. Ach, już mam: „Cliff Arnall, Brytyjczyk przedstawiający się jako psycholog z Uniwersytetu Cardiff”. Charakterystyczne podkreślenie „przedstawia się”, czyli w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy w ogóle istnieje. Skoro Cliff to z Cardiff, w pobliżu przecież pełno klifów. Można się w #BlueMonday rzucić.

Jako wieloletni współpracownik rozmaitych mediów muszę was zmartwić. Tak wygląda duża, jeśli nie większa część tekstów, artykułów, przemyśleń naukowych, które pojawiają się na łamach prasy, w telewizji, kolorowych magazynach i Internecie. Są wiarygodne jak objawienia Cliffa z Cardiff.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP