Być jak kaukaski macho!
Faceci powinni nas słuchać, biegać za nami, adorować, a jak zechcemy, to się z nimi umówimy. To nasza decyzja!

Świat wymaga od nas, kobiet, byśmy były samowystarczalne, dzielne i sukowate. Faceci powinni nas słuchać, biegać za nami, adorować, a jak zechcemy, to się z nimi umówimy. To nasza decyzja! Nie boimy się z pogardą spojrzeć na absztyfikanta, nie lękamy się cynicznie odpowiedzieć na końskie zaloty, już nie mamy problemu, żeby zagadać do potencjalnej „ofiary”.

Macho

My, kobiety, możemy dziś wszystko. I podrywać. I porzucać. I wykorzystać. Albo tak nam się wydaje. Są jednak światy, w których to faceci nadal pełnią rolę zdobywców. Jak więc ma się Kaukaz do zbuntowanych feministek?

Są jednak światy, w których to faceci nadal pełnią rolę zdobywców. Jak więc ma się Kaukaz do zbuntowanych feministek?

Kaukaski macho nie jest takim zwykłym macho, ma w sobie cechy nieuchwytne przy pierwszym poznaniu. Ba! Przy pierwszym poznaniu może nawet imponować, zachwycać czy wręcz obezwładniać. Znane są takie przypadki. Kaukaski macho to specyficzny typ homo sapiens sapiens. Należy zacząć od tego, że kiedy się przechadza, zajmuje sobą większą część chodnika, po którym stąpa. Niekoniecznie wynika to z jego postury. Ma to raczej źródło w jego sposobie bycia, funkcjonowania i samoocenie. Zawsze bardzo wysokiej. Wyraża się to także w sposobie, w jaki wypluwa skorupki pestek słonecznika, słynnych semiczek, niepodważalnie zaznaczając nimi swój teren.

Szarm, odwaga i szyk

Kaukaski macho jest szarmancki i trzeba przyznać – ma gest. Zanim wprowadzi wybrankę do restauracji, wchodzi tam sam, oceniając odpowiedniość i miejsca, i gości. Nigdy też nie pozwoli, by (przynajmniej publicznie) płaciła za niego dama. Zamaszyście opłaca restauracyjny szczot, otaczając swą wybrankę magią poczucia bezpieczeństwa finansowego i fizycznego w swoich (czasem bardzo) rachitycznych ramionach. Prawdziwy kaukaski macho zawsze ogarnia srogim spojrzeniem ludzi i pomieszczenie, w którym się znajduje. Po skończonym posiłku w milczeniu grzebie wykałaczką w zębach i dzwoni. Zresztą ciągle gdzieś dzwoni. Prawdziwy kaukaski macho załatwia interesy. I zawsze wygląda to tak, jakby załatwiał interes życia albo kogoś to życie kosztujący. Kaukaski macho niczego się nie lęka. Nie może. Nie pozwala mu na to wychowanie. Publiczne pokazanie strachu odbierane jest jako oznaka słabości lub, co gorsza, zniewieściałości. A na to prawdziwy dżygit nie może sobie pozwolić. Nigdy! Od dziecka uczony jest odporności na ból, zachowywania kamiennej twarzy nawet w najbardziej stresujących sytuacjach i zimnej krwi w ekstremalnych warunkach.

Kaukaski macho jest szarmancki i trzeba przyznać – ma gest.

Co ważne, nosi się bardzo elegancko. Nieodzownym elementem jego garderoby są okulary przeciwsłoneczne. Typ kaukaski, à la James Bond, tylko lepsze. I zegarek. Najlepiej złoty. Najlepiej na pół ręki. Typowy kaukaski macho, jeśli jest taki bardziej rosyjski nosi klapki, a jak jest kaukaski – mokasyny. Te występują w trzech wariantach: albo z grzebieniem, albo z frędzlami, albo w szpic. Zawsze czyste i wypolerowane. Zdarza się, że zakłada do nich białe skarpety frotte. Do zestawu obowiązkowego dodać należy sygnet, najlepiej złoty, wyprasowaną koszulę i spodnie w kant. A kiedy ma fantazję – błyska garniturem złotych zębów.

Po dielam

Szanujący się kaukaski macho nigdy nie chodzi pieszo. On jeździ „na maszynie”. O „taczkę” dba bardziej, niż o cokolwiek innego. Ona stanowi o jego statusie, jest gwarantem powodzenia u płci pięknej. Musi więc być wyglansowana na wysoki połysk. Jak tufli (mokasyny). Samochody na Kaukazie stanowią element wyposażenia mężczyzny, dopełniają męski wizerunek. Błyszczą, (często) mają przyciemniane szyby. Kaukaski macho jeździ samochodem w zasadzie wszędzie. Nawet, jeśli ma bardzo blisko. Siedzi w swej „maszynie”, ogłuszając siebie samego i otoczenie głośną popsą (rosyjską odmianą disco polo), koniecznie w okularach. Bezapelacyjnie. To, jak prezentuje się na mieście także zasługuje na uwagę. Kaukaski macho, nawet jeśli nie ma pracy, ma interesy. On nigdy nie jeździ bez celu. Kaukaski macho jeździ po dielam, czyli za czymś. Rozglądając się na boki, przemierza swym wehikułem jakieś dwieście, trzysta metrów, zatrzymuje się, wyłącza silnik, wychodzi i wita się z grupą stojących w jakimś bliżej nieokreślonym, choć na pewno bardzo ważnym, celu kaukaskich macho. Rozmawia z nimi jakieś dwie, może trzy minuty i wraca do swojej maszyny. Odpala silnik, włącza radioprijomnik i rusza dalej, by po trzystu metrach powtórzyć całą procedurę. I tak kilka razy. Aż do momentu, kiedy wyjedzie z miasta.

Jest jeszcze jedno miejsce, w którym kaukaski macho załatwia interesy. Kabinka. Kabinka to miejsce w restauracji, odizolowane od reszty knajpy ściankami działowymi i drzwiami, czasem takimi jak na westernach, czasem pełnymi, a czasem, w bardziej ubogiej wersji, zasłonką. Kiedyś w Polsce nazywano je „kurwidołkami”, ale po latach 90. zniknęły z polskich restauracji wraz z ciemnymi interesami. (To znaczy, ciemne interesy pewnie nie zniknęły, ale kabinek w kraju nad Wisłą ubyło). Tu za to mają się świetnie.

Szanujący się dżygit ma wiele kobiet.

Wyobraźmy sobie scenę: pod knajpę podjeżdża luksusowe auto, obowiązkowo z przyciemnianymi szybami i głośno grającą muzyką. Wyłania się z niego czterech smagłych, raczej dobrze zbudowanych, bardzo eleganckich kolesi w wyglancowanych butach z frędzlami… Chciałoby się rzec krutyje parni na krutoj taczki, czyli „gangsta ziomy w mega furach”. Klimat rodem z „Ojca chrzestnego” potęgują ciemne okulary i papierosy. Do knajpy wchodzą jak do siebie, witają się i wybierają kabinkę. Siadają i zamawiają rzeczy. Po kaukasku – suto i obficie. Na zewnątrz panuje upał, trzydzieści stopni. W kabince nie ma klimatyzacji, ale jest prywatność. Coś za coś. Nikt się nie dowie, co dzieje się w tej pozbawionej powietrza, gęsto zadymionej od papierosów pakamerze. Od czasu do czasu wchodzi tam kelner, po którego można zadzwonić specjalnym, wewnętrznym telefonem. Kabinka to rodzaj prestiżu, uważenia. Masz kabinkę – jesteś kimś, trzeba odnosić się do ciebie z szacunkiem. A co oni robią w tych kabinkach? No cóż… męski świat. Mogą nic nie robić, a zewnętrzny obserwator i tak ma wrażenie, że właśnie jest świadkiem załatwiania szemranych interesów za kawałkiem pilśniowej płyty, oddzielającej jego stolik od mafijnej kabinki. Z reguły w kabinkach spotykają się sami mężczyźni, choć zdarza się, że dżygit zaprasza tam kobietę.

Dewuszka, można z wami poznakomitsa?

Szanujący się dżygit ma wiele kobiet. Musi mieć. Panuje powszechne przekonanie, że każdy kaukaski mężczyzna korzysta z okazji zawsze, kiedy się ona nadarzy. Ilość kobiet i bujne miłosne historie stanowią o randze Kaukazczyka, budzi podziw i uznanie społeczne. Prawdziwy mężczyzna jest jurny i istnieje powszechne przekonanie, że musi się naguliat (wyszaleć). Na swe rozwiązłe życie ma ciche społeczne pozwolenie, a zdarza się, że i akceptację żony. Dżygici prowadzą swoiste rozróżnienie pomiędzy kobietami z Kaukazu a tymi drugimi, spoza. Kaukaska kobieta ma zawsze swego rodzaju ochronę. Ma męża, ojca, brata, kuzyna, kogoś, kto się nią opiekuje. Inaczej sprawa przedstawia się w przypadku kobiet spoza Kaukazu. Istnieje powszechne przekonanie, że stanowią one łatwy łup i zdobycie, a raczej zaliczenie, takiej kobiety nie należy do skomplikowanych. Zwłaszcza, kiedy podróżuje w pojedynkę i dodatkowo mówi po rosyjsku. Język rosyjski działa jak płachta na byka. Hulaj dusza piekła nie ma! Na tego typu zaczepki najlepiej odpowiadać żartem. Nie są one z reguły jakoś bardzo wyrafinowanym sposobem podrywu, raczej, powiedziałabym, bardzo prymitywnym i najczęściej zaczynają się słowami (z mocnym kaukaskim akcentem): DEwuszka, można z wami pOznakomitsa? Kaukaski akcent dodaje całej sytuacji komizmu. Wymowa miękkiego dla ucha języka rosyjskiego staje się twarda, gardłowa i w pewnym sensie śpiewająca. Kaukascy dżygici przekonani są o tym, że każda Rosjanka i Europejka (tym bardziej ta, która pojawia się tu sama) fantazjuje, by przespać się z prawdziwym macho. Każdy z nich (no dobra, 99%) jest gotowy od razu te fantazje zrealizować. A powiedz tylko słowo… Co by nie było, zawsze próbują. A nuż się uda. Uciekają się do utartych schematów: domu, wakacji u morja, pięknych dzieci czy magicznego szampana – skądinąd ciekawe, skąd to przekonanie o niezawodności szampanskogo przy podrywie?

„Machowatość” nie tkwi w rozmiarze klatki piersiowej czy bicepsa. To sposób bycia, pewien system zachowań. Na całym Kaukazie wygląda to podobnie, nie ma znaczenia, czy jesteśmy w muzułmańskiej Czeczenii, chrześcijańskich Gruzji i Armenii, synkretycznym Dagestanie, czy pogańskiej Abchazji. Kaukaski macho jest uniwersalny, nie zna granic.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP