Bibliotekarka na roli
W Ameryce (bo gdzieżby indziej) swojego czasu przeprowadzano następujący eksperyment: grupie akademików przedstawiono wymyśloną postać kobiety, nazwijmy ją Natalią.

Wiktor Świetlik


W Ameryce (bo gdzieżby indziej) swojego czasu przeprowadzano następujący eksperyment: grupie akademików przedstawiono wymyśloną postać kobiety, nazwijmy ją Natalią.

Natalia była absolwentką collage’u, osobą introwertyczną, delikatną, lubiącą czytać. Następnie zadawano pytanie o to, w jakim sektorze Natalia z większą dozą prawdopodobieństwa znalazła pracę. Pierwsza możliwość brzmiała: rolnictwo, druga: bibliotekarstwo.

 

Kilka słów o „warunkach bazowych”

A Wy, jak sądzicie, gdzie z większą dozą prawdopodobieństwa znalazła pracę Natalia? Bibliotekarstwo? Nic z tego. Być może jedna na kilkadziesiąt takich Natalii przechadza się między półkami z książkami albo układa w komputerze rekordy biblioteczne. O wiele częściej Natalie zostają pracownikami  sektora rolnictwa,  a to z prostej przyczyny: w USA, podobnie jak w większości innych krajów na roli zatrudnia się wielokrotnie więcej pracowników niż w bibliotekach. I to jest kluczowy  czynnik, który należało uwzględnić. Tego rodzaju błąd – nazywany nieuwzględnieniem warunków bazowych - popełniamy nagminnie i ma on spory wpływ na nasze życie. Kiedy w telewizji słyszymy wciąż o pijanych kierowcach , to boimy się przede wszystkim że przejedzie nas pijak, choć tak naprawdę jest dużo większa szansa zginąć dziś z rąk kierowcy, który podczas jazdy samochodem rozmawia przez telefon komórkowy.

 

Gra popytu i podaży

I po co ta cała „nauka dla ubogich”, jak nazywa psychologię mój znajomy fizyk? Potrzebna jest, gdyż czasem jednak daje o sobie znać.

Kilka lat temu zapytałem rektora jednej z uczelni, po co mu tylu studentów dziennikarstwa:

– Przecież w waszym mieście nie będzie w ogóle pracy w tym zawodzie, a i w całej Polsce nie jest łatwo – dociekałem.

– No tak, ale młodzi ludzie słyszą o zarobkach Tomasza Lisa albo oglądają Kubę Wojewódzkiego i chcą być jak oni. Jest popyt, zapewniamy podaż. Jak nie my, to kto inny – odparł szczerze starszy pan.      

 W sumie, trudno tak do końca nie przyznać mu racji. Jeśli dorośli ludzie albo ich jeszcze bardziej dorośli rodzice chcą płacić za takie studia, to gdzieś je w końcu znajdą.  Niżej podpisany też uczy „na dziennikarstwie”. Staram się rozwiązać problem z faktem, że niewielu z moich studentów będzie mogło podjąć pracę jako dziennikarze. Przekazując im wiedzę tak, by przydała im się też w innych fachach.

 

Efekt „hallo”

Wraz ze wspomnianymi wcześniej celebrytami medialnymi, za sprawą których studenci trafiają na dziennikarstwo, mamy również do czynienia z efektem „hallo”. Osoby znane z urody ludzie uznają z reguły za inteligentne, a uznane za biegłe w jednych dziedzinach, są traktowane jak znające się na wszystkim.Stąd aktorzy „mądrzący się” na temat polityki, sportowcy wypowiadający się na tematy społeczne, politycy zabierający głos w temacie sportu.  Reni Jusis, piosenkarka spędzająca większość roku w trasie koncertowej, była swojego czasu główną specjalistką telewizji śniadaniowych od macierzyństwa, bo urodziła dziecko. Dorota Wellman z kolei została ostatnio kimś w rodzaju intelektualistki zajmującej się debatami politycznymi (ach, ta mądra mina). Kompetencja z niekompetencją, rzadka mądrość z „hektolitrami wodolejstwa” - wszystko to w mediach miesza się i miksuje.

 

Jaki z tego wniosek? Chyba taki, by za wszelką cenę starać się myśleć samodzielnie, a nie pod wpływem utartych schematów, „gamoniowatych” celebrytów ani też telewizyjnych „mądrych głów” od wszystkiego. Wniosek ten jest niespecjalnie odkrywczy, jednak jednocześnie niezwykle trudny do wprowadzenia w życie.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP