Autostopem przez kraj paradoksów
Polka i Węgierka – podobno duet idealny – dwie dwudziestojednolatki z dwudziestokilgramowymi plecakami, namiotem i ogromną ciekawością świata, które chcą przemierzyć ponad kilkanaście tysięcy kilometrów i dotrzeć autostopem do Iranu. Brzmi naiwnie? Historia nieco ponadprzeciętna, na przekór wszystkim i wszystkiemu...

Krajobraz momentalnie się zmienia. Nasz samochód na czele z ormiańską armią wręcz wtapia się w niebotycznie wysokie góry. Zielona roślinność, która pokrywała skały, szybko zanika. Wyciągamy z plecaka chusty, zakładam na siebie dodatkową luźną bluzę z długim rękawem. Podchodzimy do bramki. Szczegółowe pytania irańskiego celnika wywołują u nas dodatkowy stresu i zdenerwowanie. „Jak będziecie podróżować po Iranie?” – pyta. Z aktorską miną i fałszywym przekonaniem odpowiadam, że autobusami. Choć wiem, że moje kłamstwo jest wypisane na twarzy.

1

Melon, ryż i chałwa

Wioskę Abjane odwiedziłyśmy przypadkowo, bo początkowo nie miałyśmy jej na naszej liście, jednak dzisiaj wiemy, że takie niespodzianki w drodze są najlepsze. Wieś położona jest w prowincji Natanz, która nie bez przyczyny nazywana jest żywym, czerwonym muzeum Iranu. Przez wielu nazywana jest także „drzwiami do historii Iranu”. A ta historia związana jest z najazdem arabskim. Z powodu pojawienia się wroga wielu wyznawców zoroastryzmu uciekało w rejony gór i pustyń i tak osiedliło się na terenach regionu Natanz.

Domki na tym obszarze zbudowane są z czerwonej gliny. Każda mieszkanka Abjane ma na sobie chustę, najczęściej w florystyczne wzory, oraz czarną spódnicę za kolana. Powoli się ściemnia, dlatego też rozkładamy nasz namiot gdzieś pomiędzy ,,rozsypanymi", małymi domkami i zasypiamy. Nasz sen nie trwa długo, bo nagle słyszymy dobiegający z zewnątrz głos mężczyzny, który mówi do nas coś po persku. Odsuwamy szybko zamek. Przed sobą widzimy postać starszego, drobnego mężczyzny w okularach.

- „Wejdźcie do domu, tutaj jest niebezpiecznie!” – mówi

Odpowiadamy, że jesteśmy turystkami i chcemy tylko przespać się w namiocie. Słyszymy kobiecy głos dobiegający z okna. Robi się ogromne zamieszanie. Nasi wybawiciele w kilka minut przenoszą nasz namiot na balkon glinianego domku i stawiają na tarasie, na perskim, wzorzystym dywanie. Jeden z mieszkańców pobliskiego domu o imieniu Mustafa przybiega z melonem i ryżem. Zahfra, gospodyni posiadłości, stawia przed nami gorącą herbatę. Mówią, że możemy spać w środku, odpowiadamy żartobliwie, że namiot na tak pięknym dywanie nam w pełni wystarczy.

Rano budzimy się przy zapachu chrupiącego chleba „lawasz”, białego sera oraz konfitury. W kuchni czeka już kolejny gość. Kobiety ubierają nas w tradycyjne stroje. Nasze irańskie babcie zapewniły nam opcję all inclusive. Nie bez przyczyny irańska gościnność uznawana jest za jedną z najlepszych na świecie.

2

Czasem słońce, czasem deszcz

Po tak niesamowitych przeżyciach, ciężko nam wyjechać z wioski, jednak czas nas goni. Dzisiaj chcemy dostać się do Kaszan. Na kolejne auto czekamy kilka minut. W Iranie większość kierowców lubi się bawić w taksówkarzy, dlatego trzeba powtarzać każdemu kierowcy z osobna: majanee, salawati, to znaczy ‘bez pieniędzy’. My dla ułatwienia sprawy mamy zapisane te sentencje po persku na kartonie. Kierowca pomógł wyciągnąć nasze plecaki z auta, a potem zapytał: „Money? Money?” Pokazujemy mu jeszcze raz kartkę i przypominamy, że miało to wyglądać inaczej. Chcemy odejść, a on łapie mnie za plecak i nie chce puścić. Próbuję się wyrwać, jednak dalej mnie mocno trzyma. W końcu kierowca zadzwonił po służby. Kierowca próbuje się ze mną sprzeczać w języku perskim, wzywa Allaha, a mi dosłownie puszczają nerwy. Widzę przed sobą czterech policjantów. W irańskim prawie za złamanie niektórych przepisów nadal popularne są kary cielesne w postaci batów. W zależności od popełnionej zbrodni stosuje się ich określoną ilość, na przykład za spożywanie alkoholu należy się „tylko” 80 uderzeń.

Po kilku godzinach sprowadzono tłumacza. Wreszcie mogę opowiedzieć całą zaistniałą sytuację. Dodatkowo mamy dowód w postaci naszego sponiewieranego kartonu i kartek z perskimi zwrotami. Policjanci są nieco zdezorientowani. Mężczyźni spisują dane z naszych paszportów i ostrzegają, że jeśli sytuacja się powtórzy, będziemy musiały ponieść poważniejsze konsekwencje, dlatego też radzi używać tylko i wyłącznie transportu publicznego. My wychodzimy zza żelaznych drzwi i łapiemy kolejnego stopa.

3

Nie taki diabeł straszny

Prawdopodobnie Kaszan zostało założone już w VIII wieku na rozkaz żony kalifa Bagdadu. Według chrześcijańskiej tradycji to właśnie z tego miasta wyruszyli Trzej Królowie, kierując się do Betlejem. Wraz z Mokhsenem zwiedzamy tutejsze łaźnie oraz domy kupieckie. Nasz gospodarz zaskakuje nas fantastyczną propozycją udania się na wesele jego kuzynki. Z wielką radością przyjmujemy zaproszenie. Wyciągam z plecaka swój „najelegantszy zestaw”, czyli jeansy z dziurą na kolanie i groszkową bluzkę. Para młoda nie zezwoliła na robienie zdjęć. Kobiety i mężczyźni celebrują wydarzenie w osobnych pomieszczeniach. Sala jest pięknie udekorowana. Irańskie wesele to spora inwestycja.

Według chrześcijańskiej tradycji to właśnie z irańskiego miasta Kaszan wyruszyli Trzej Królowie.

Dla większości kobiet w Iranie znalezienie małżonka to kwestia nadrzędna, bo każda marzy o prawdziwej miłości i założeniu rodziny. Panna młoda z perfekcyjnym makijażem ubrana jest w białą, ozdobioną kryształami suknię. Wszyscy o nas wypytują i wcale się nie dziwię, bo wyglądamy jak podrzutki. Impreza trwa do pierwszej w nocy i kończy się kolacją.

4

Przed wyjazdem zdążyłyśmy usłyszeć wiele ostrzeżeń związanych z naszą autostopową podróżą do Iranu. Niektórzy nawet określali nasz pomysł jako istne szaleństwo, głupotę i brak odpowiedzialności. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że podróże są po to, aby przełamywać stereotypy. Iran jest często mylony z Irakiem, powszechnie demonizowany przez media. Kraj na ogół niedoceniany. To miejsce nieskażone turystyką, pełne ludzi o złotych i szlachetnych sercach.

„Proszę cię, powiedz swoim rodakom, że my jesteśmy dobrymi ludźmi, normalnie żyjemy i kochamy obcokrajowców".

Na koniec chciałabym przytoczyć wypowiedź jednego z moich irańskich przyjaciół, który powiedział: „Proszę cię, powiedz swoim rodakom, że my jesteśmy dobrymi ludźmi, normalnie żyjemy i kochamy obcokrajowców. Chcemy, abyście odwiedzali naszą piękną krainę i poznali jej wszystkie barwy oraz smaki. To nasz obowiązek, zesłany od Boga”. I taką wiadomość na koniec Wam dzisiaj przekazuję.

1

https://facebook.com/kilometrywspomnien/,

https://www.instagram.com/pietrasikmonika

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP